czwartek, 6 kwietnia 2017

VIII "Pierwszy Gorąc"

Konfucjusz powiada: męża przed batem baby nie uchronisz, ani dziewicy od tego, co mąż posiada.




Nowa służąca o zniewalającym uroku przyśniła się zgodnie z życzeniem Generałowi, na dodatek w oprawie tak kuszącej i pikantnej, że już w pierwszych minutach po przebudzeniu, nabrał on ochoty na ujrzenie jej. Przywołał ją z rana do pokoju, w którym spał, pod pretekstem bolącego karku. W snach wyobrażał sobie, że zdołał się dobrać niewolnicy, przyprawiając o rozkosz, po której prosiła o więcej, toteż domagał się poczuć choćby jej dotyku, by przeżycie smakował jeszcze prawdziwiej. Poprosił o masaż bez którego nie mógł wstać z łóżka i pójść spełniać swoich obowiązków. Niewolnica była na nogach już od godziny, zatem jej poranny wygląd w niczym go nie zdziwił. Za to dla niej czymś nadzwyczajnym było ujrzenie pół nagiego pana.
Chase dochodził powoli i z uporem niechęci do faktu, że trochę traci rozum od tego pożądania. Przegonił jednak od siebie obawy rozsądku, by móc w pełni delektować się przyjemnością serwowaną przez delikatne i nie do końca sprawne dłonie Japonki. Przewrócił się na brzuch, udostępniając szyję i plecy. Kimiko myślała, że to sen na jawie. Kompletnie nie spodziewała się takiego zadania, które pobudzało krążenie krwi, a ręce wprawiało w drżenie już na dobry początek dnia. Bała się, że Generał wyczuje jej stres i gorąc, że po samym płochliwym spojrzeniu pozna, przez co przechodzi. I nawet jeśli spodobało się Kimiko polecenie, spodziewała się prędzej złej reakcji ze strony mężczyzny, aniżeli pozytywnej na to, jak przyjmuje bliskie kontakty z nim. Uważała to za nieprofesjonalne podejście, dlatego też postarała się opanować.
Spokojnie usiadła na skraju dużego łóżka z czarną pościelą szytą z drogich jedwabi w stolicy. W pomieszczeniu nie znajdowało się zbyt wiele mebli, co najwyżej niski stolik na herbatę, lwie rzeźby kute w nefrycie oraz dodatkowe ściany działowe z czego jedna otwierała się na garderobę, a druga, stojąca tuż naprzeciwko łóżka, pozwalała przejść od razu do ogrodów, by pooddychać świeżym powietrzem. Kimiko ostrożnie dotknęła karku niecierpliwiącego się Generała, odgarnęła na bok jego włosy. Pierwszy dotyk był najtrudniejszy, potem zaczęło jakoś iść. Przynajmniej tak się Japonce zdawało, dopóki nie została zbesztana.
– Nie masz siły w rękach, że robisz to tak delikatnie, czy może czegoś się obawiasz?
Przestraszyła się, że źle jej idzie, wszakże chciała dać z siebie wszystko i zabłysnąć. Speszona przerwała na moment, który nie trwał długo.
– Mocniej mnie masuj – ciągnął Chase Young. – Musisz mi pomóc, albo będę cierpieć przez cały dzień.
Kimiko włożyła więcej siły w swoje ruchy i już po chwili zauważyła, jak głowa Generała z zadowoleniem zatapia się w poduszkę, a on sam się uśmiecha. Zmęczyła się do wyczerpania energii w ramionach, nim oznajmił, że już starczy. Kiedy przeszedł do siadu, nastała chwila milczenia i niepewności. Wnet Kimiko poruszyła dolną wargą, orientując się, że powinna wyjść, bo pan pragnie się w spokoju przebrać. On z kolei zaniepokoił się, widząc niewolnicę kierującą się do drzwi; chciał właśnie, aby z nim została i popatrzyła, to może tym zdoła ją na siebie skusić.
„Co ja się oszukuję? Mógłbym ją rozpalać w nieskończoność, ale ona się na mnie nie rzuci wbrew zasadom.”
Potrzebny był stanowczy krok, którego i tak jednak nie wykona, bez odpowiednich przygotowań Japonki na „wielkie rzeczy”.
– Dokąd idziesz? – spytał.
– Eee… Rozłożyć w jadalni śniadanie?
– Może zaczekać. Pomóż mi się wpierw ubrać.
Kimiko wybałuszyła oczy. Zrobiła je jeszcze większe, kiedy pan wygramolił się spod kołdry, odsłaniając pokaźnie wyrzeźbiony tors, od którego poczuła jeszcze większy gorąc i niespodziewany przypływ energii. Marzyła o wiadrze zimnej wody.
„Ja płonę… Czemu mi się to przytrafia?” – ciskała siebie pretensjami.
Ciężko było Japonce opanować spojrzenie i nie zerkać na odsłonięte partie ciała mężczyzny. Z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej przystojniejszy, a przez to wydawał się jeszcze bardziej zakazany. Był jak owoc, który wisiał dla niej zbyt wysoko.
„Nie wolno mi go pożądać. Muszę się ogarnąć.”
Przyniosła mu świeże szaty z garderoby, podczas gdy on moczył się w bali z wodą. Obmył się szybko, bowiem kąpiele brał głównie wieczorami lub po treningach. Osuszył się, każąc Japonce zaczekać z ubraniami w sypialni i sam przebrał dół. Chociaż tyle dane jej było uniknąć, aby kompletnie nie stracić głowy na jego punkcie. Przeczuwała jednak, że dzień, w którym pozna każdy centymetr jego ciała, choćby przy wycieraniu ręcznikiem po kąpieli, był blisko. Wystarczy, aby tylko rzucił poleceniem, a ona, jak na niewolnicę przystało, zrobi wszystko, o co poprosi. Generałowi faktycznie chodził i taki pomysł po głowie, ale twierdził, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by odsłaniać przed tą nieśmiałą Japonką wszystkie swoje atuty. Miał ją za kompletnie zieloną w sprawach intymnych i obawiał się, że zbyt wczesne odsłony mogą ją… wystraszyć. A tego chciał uniknąć za wszelką cenę. Obrał więc wolniejszy i bezpieczniejszy kierunek podchodów.
Po zaakceptowaniu przezeń wyboru szat, Kimiko wzięła się za rozkładanie ich i zakładanie na pana. Stał nieruchomo i sztywno jak manekin, co tylko bardziej wyczuliło Japonkę na własne ruchy. Wierzyła, że nawet przy tak prostej czynności może popełnić jakiś głupi błąd. Naciągnęła mu rękawy, nałożyła na siebie poły szat, z żalem zasłaniając apetycznie wyglądającą klatę, ustawiła kołnierz, następnie wzięła się za obwiązanie wszystkiego pasem. Sięgając jego szyi, psotliwa wyobraźnia Japonki podsunęła jej wizję, że zawiesza na nim ręce jak kochankowi przy pocałunku.
– Mocniej – dał znać, gdy była już przy etapie zawiązywania pasa. Popatrzyła się na niego, po czym spróbowała się poprawić. Ale nic z tego i Chase musiał wziąć jej dłonie w własne, by pokazać, co znaczy „mocno i porządnie”.
Kimiko poczuła dziwną wilgoć i to nie tylko pod pachami. Było jej duszno i gorąco, jakby przeniosła się w tropiki. Pragnęła, aby ktoś jak najszybciej otworzył któreś z okien, nim się ugotuje. Twarz płonęła od soczystych rumieńców i nie uszło to bystrym oczom Generała. Uznał to za dobry znak. Ba! Nawet za swój mały sukces. Widza ją taką i czując podskórnie, że na nią oddziałuje, zapragnął zaryzykować bardziej i ulec pokusie. Chciał nachylić się do niej w tej chwili i ją pocałować. Na dodatek miał wrażenie, że prosi go o to, świadomie rozchylając błyszczące wargi.
Powstrzymał się w ostatniej chwili.
„Jeszcze wszystko spierdolę.”
– Zgłodniałem, rozłóż mi śniadanie.


Po śniadaniu Chase wezwał do siebie posłańca od rozprowadzania przesyłek w Pałacu. Przybył w ciągu kilku minut, a potrzebował go po to, by zrealizować pomysł, jaki wpadł mu do głowy jeszcze przed zaśnięciem. Zaczekał na niego standardowo w ogrodach, których wolał przyjmować gości niż w kèfáng. Niewolnicy nie było nigdzie w zasięgu.
– Chcę zamówić nowe książki – oznajmił  posłańcowi, jak tylko się zjawił.
– Oczywiście, panie. Gatunek ten co zwykle?
– Nie. Tym razem ma to być coś nowego – oznajmił Young dziwnie niepokojąco, co zaintrygowało sługę. – Zakup na moje nazwisko u kupców z stolicy sześć egzemplarzy typowych romansideł. To ma być w miarę prosta literatura kobieca, bez trudnego języka i jakiś psychologicznych aspektów. Z dobrą erotyką. – Chase zauważył, jak zdziwienie na twarzy gońca pogłębia się w ciągu sekundy. Zmarszczył gniewnie brwi. – Nie, głąbie. To nie dla mnie.
– Oczywiście, panie… Gdzieżbym śmiał tak pomyśleć.
Kiedy sługa odszedł, Chase uśmiechnął się chytrze pod nosem. W tej samej chwili Kimiko weszła do ogrodów, niosąc porcję zupy Lao Mang Long. Patrząc na nią, rozwijał swoje podstępne rozważania, w których teksty opiewające w seksy nie tyle rozbudowują wiedzę Japonki, ale i zachęcają do przetestowania wszystkiego na własnej duszy, rozpalając i zatruwając ciało chcicą, której tylko on będzie mógł przynieść ulgę, jako że będzie jedynym mężczyzną w pobliżu.


Po „randce”, od której Kimiko nie mogła oderwać się pamięcią, wbrew jej oczekiwaniom wszystko wróciło na swój normalny, poprawny tor i już więcej nie jedli ze sobą wspólnych posiłków. Tamten wieczór był więc mocno wyjątkowy, ale Japonka nie ubolewała nad tym, że nie powtórzy się w najbliższym czasie. Dzięki temu takie wydarzenia opiewały w jeszcze lepszy smak, a ona miała szansę na uporządkowanie swoich nieustępliwych myśli o miłości, które kwitły w jej głowie. Czuła, że zakochuje się w swoim pracodawcy, co przejmowało ją zmartwieniem, bo jeśli dopuści do siebie więcej tego zaklętego uczucia, może nigdy nie zdołać uwolnić się spod jego czaru. Nie miała pojęcia, że Generał sam starał się zastawiać na nią sidła na każdym kroku i właśnie taki czar pragnął w niej wykrzesać. Oboje błądzili, mijając się w tajemniczych spojrzeniach bez słów, spędzając ze sobą prawie całe dnie, niby byli blisko siebie, ale jednak daleko.
Kimiko przyłapała się na tym, że przekroczyła pewną dozwoloną jej, niewolnicy, linię podkochiwania się w swoim panu, kiedy to zaczęła pooglądać go podczas treningów albo przy kąpieli. Niektóre przesuwane drzwi zostawiały szpary na tyle szerokie, by jednym okiem mogła podpatrywać, co też piękny twarzą i ciałem Generał wyczynia w wolnych chwilach. Podczas kąpieli relaksował się, nie raz przybierając minę, jakby coś analizował, wpatrując się w dryfującą na powierzchni wody żółtą, gumową kaczuszkę, zaś trenując w specjalnie przyszykowanej do tego sali treningowej, zdawał się przełamywać swoje kolejne granice wytrzymałości. Zazdrościła mu zdolności, znajomości sztuk walki, zwinności i siły. Żałowała, że nie jest choć trochę taka jak on, że nie urodziła się jako kobieta z wyższych sfer, jako Chinka, i że nie była wojowniczką. Wierzyła, że tylko wówczas miałaby szansę go zdobyć, a tak nie pozostanie jej nic innego, jak wielbienie obiektu westchnień z ukrycia, u którego nie miała szans, bo była zwyczajnie gorsza.
– Omi?
Zauważenie w porze popołudniowej malca przeczesującego dziedziniec przed posiadłością Generała było zaskoczeniem dla Kimiko, która wypatrzyła go z okna, ścierając kurze z liści kwiatów. Chłopak również ją spostrzegł i z uśmiechem pomachał na powitanie, jednak nie podszedł zagadać. Nie przychodził do niej, lecz do jej pana, który faktycznie wezwał go do siebie. Japonka miała złe przeczucia. W pierwszej chwili pomyślała, że mały wojownik został wezwany z jej winy, bo go wygadała i teraz mogą go czekać kłopoty. Myliła się jednak, bowiem Chase przyzwał go do siebie po to, aby wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji dotyczących niewolnicy, wierząc, że chłopak to pewne i wiarygodne źródło.
Oboje usiedli w jednej z altan w ogrodach, tuż obok oczka wodnego, w którym pluskały czerwone ryby. Jeszcze za nim zaczęli rozmawiać, Kimiko przyniosła im świeżo zaparzonej herbaty, co dla Omiego było czymś wprawiając w dyskomfort i w inne nowe uczucia, wszakże jego przyjaciółka jeszcze nigdy go nie obsługiwała. Chase odprawił niewolnicę, na co ta przystanęła z ukrytym żalem. Miała nadzieję, że jeśli uda jej się zostać, zdoła dowiedzieć się z ich rozmów w jakim celu Omi został przyzwany. Chase dwukrotnie upewnił się, czy niewolnica znajduje się poza ich zasięgiem, dodatkowo zmierzył gościa surowym spojrzeniem nim przeszedł od razu do sprawy. Na początek, by mieć pewność, że nie wygada Japonce, o czym będą rozmawiać, przypomniał o długu i lojalności, jaką chłopak miał wobec swego opiekuna. Omi wzdrygnął się, gdyż jego słowa zabrzmiało mocno jak ostrzeżenie. Teraz to on zaczął się obawiać, że coś przeskrobał.
– Chcę, żebyś powiedział mi o mojej niewolnicy wszystko, co wiesz.
– Wszystko? Ale czemu? W jakim celu? Znowu się coś stało? – Omi był zaskoczony.
– Nie, Omi, nic się nie stało. Ja tu jestem jednak od zadawania pytań, więc odpowiadaj na nie wprost.
Malec zamyślił się, przywołując z odmętów pamięci wszystkie informacje jakie posiadał na temat koleżanki.
– Nie wiem od czego zacząć…
– Może od tego, w jakim jest wieku?
– Ma osiemnaście lat – zdradził bez skrupułów Omi, gotów mówić wszystko, co wie. Nie widział nic złego w nakreślaniu osoby niewolnicy, zwłaszcza, jeśli mogło to się w czymś przysłużyć jego panu, którego ubóstwiał bardziej od Cesarza.
Chase ledwo powstrzymał uśmiech.
„Młodziutka. Doskonale.”
– Pochodzi z Japonii… Dostała się do Pałacu, bo szukała pracy…
– To oczywiste. Zdradź mi jej sekrety. Co lubi, a czego nie. Czego się boi, co mogłoby ją urazić. Czy jest wykształcona, otwarta i odważna? Chce wiedzieć różne takie rzeczy, nawet czy była kiedyś zakochana.
Omi zamrugał parę razy. Nie spodziewał się takiego przesłuchania. Ale już po chwili przypomniała mu się prośba Japonki dotycząca wachlarza. To była świetna sytuacja do wykorzystania, by móc znów się przysłużyć dziewczynie.
– Nie mam pojęcia, czy chodziła do jakiś szkół. Wiem, że nie jest głupia, jest dość bystra nawet, jak zauważyłem. Przed Pałacem była żebraczką. Opowiadała kiedyś coś o tym, że ją prawnicy okradli… Czy jest otwarta i odważna? Nie powiedziałbym. To baba, a baby nie są nigdy odważne. Nie wiem też, czy mogła być kiedyś zakochana. Raczej nie ogląda się za wojownikami w Pałacu, bo ogólnie boi się ich trochę. Po wydarzeniach z procesem się to nasiliło. Wiem, że nie lubi, gdy ktoś na nią podnosi głos, albo życzy jej źle… O! Ona nie cierpi, gdy ktoś chrapie. Jest na to bardzo wrażliwa, raz opowiadała, jak jedna ze starszych niewolnic chrapała w pokoju dla służących, kiedy jeszcze pracowała dla Dyris…
– Omi… Nie rozpowiadaj się na temat szczegółów. Powiedz mi, co was tak w ogóle łączy?
– Mnie i ją? Hm… No… Chyba przyjaźń, nie?
Chyba przyjaźń?
Bo z całym szacunkiem, ale ty uważasz, że przyjaźń między chłopakami i dziewczynami nie istnieje, a my w zasadzie jesteśmy świetnym dowodem na to, że nie masz racji.
– A jesteś pewien, że to przyjaźń? Jesteś dzieckiem, co ty możesz wiedzieć o takich rzeczach. Dla ciebie każdy może się stać przyjacielem w ciągu pięciu minut. Może jednak bardziej lubisz tą Japonkę, co?
– Według ciebie ja zawsze nic nie wiem! – oburzył się Omi. – A tak się składa, że wiem bardzo dużo. Lubię ją normalnie, jak koleżankę  i ona też mnie tak lubi. Nawet jest trochę dla mnie czasem jak…
Chase drgnął.
– Jak to?
– Jak mama…. – wyjąkał niepewnie i z lekkim zażenowaniem.
Na moment zapadła cisza, którą Generał po chwili rozbił parsknięciem śmiechu.
– Jako mama? To dobre…
Omi zawstydził się, nie wiedząc czemu. Chase przewinął oczami, zauważając, że malec za bardzo się przejął jego uwagą.
– No już dobrze, dobrze. – Poklepał go. – Wróćmy do rzeczy. Ma jakieś hobby? Nałogi? Czy za czymś szczególnie mocno przepada? 
– Hmm… Nie wiem w sumie… Częściej to ja mówię, niż ona… – zrobił pauzę. – Ona uwielbia ten taki wachlarz, który straciła przy procesie. O tak, bardzo go lubiła i ostatnim razem zdradziła mi, że chciałaby go odzyskać.
– Ten wachlarz, który w rzeczywistości do niej należy, bo go ukradła?
– Tak, dokładnie ten. – Uśmiechnął się, jakby żartowali. – Nie wiem czemu, ale strasznie go lubi i jej go brakuje.
Chase pomyślał przez chwilę.
– Czyli mówisz, że ucieszyłaby się, dostając go z powrotem.
– Pewnie!
Powróciła cisza i milczenie, w których obie strony zdawały się ciężko myśleć. Powoli dopijali herbatę, podczas gdy drobne ptaszki przycupnęły na gałązkach kwitnącej wiśni, by zaświergotać przyjemne dla uszu pieśni.
– Wiesz co, Omi – zaczął Young po chwili – paplasz strasznie jak baba.
– Ale sam chciałeś, żebym…!
Chase uniósł dłoń.
– Na jej temat może odzywać się do woli. Nie chce jednak, żebyś plotkował o mnie, a wiem, że coś tam mówiłeś.
– Same dobre rzeczy! – poprzysiągł z ręką na sercu. – Nigdym bym cię nie obraził, jesteś dla mnie mistrzem i wzorem!
– To czemu nie jesteś taki jak ja?
– Co to znaczy?
– Nieważne – uciął Generał, stwierdzając, że to nie pora na prostowanie charakteru u tego młodego chłopca. To jeszcze dziecko, niech się wyszaleje, póki jeszcze może. Póki nie zacznie się jego życiowy trening, w którym przerobi go na czystą maszynę do zabijania. Pomimo braku wspólnych więzów krwi, chciał wychować malca jak należy, aby Pałac nie był dla niego polem do walki o przetrwanie każdego dnia, oraz by radził sobie ze starszymi kolegami, dla których przez swój młody wiek stanowił osobę do nieznośnych zaczepek. Ponieważ Chase sam nie posiadał dzieciństwa, pragnął, żeby chociaż Omi miał w tych najmłodszych latach tyle swobody i uciechy, ile mogło być mu dane.
– To, o czym dziś rozmawialiśmy, musi pozostać tylko między – zakomunikował. – Zrozum, że próbuję pomóc twojej przyjaciółce, dlatego oczekuję, że będziesz zdawać mi na jej temat raporty zawsze, kiedy dowiesz się czegoś nowego.
– A co jej grozi? – spytał zmartwiony chłopiec.
– Nieważne co. Ważne, że musisz pamiętać o swojej lojalności wobec mnie. Jeśli ona zaś będzie o mnie pytać… Staraj się nie mówić za wiele. Kontynuuj to, jaki jestem dobry. Ona musi ufać, inaczej nigdy jej w niczym nie pomogę. Musi… mnie chcieć. Rozumiesz?
– Chyba rozumiem…


Jak tylko Omi skończył rozmawiać i zawitał z powrotem wewnątrz budynku, Kimiko wyskoczyła niczym lampart z ukrycia, gotowa wypytywać go o wszystko ze szczegółami.
– O czym rozmawialiście?
Zaskoczony Omi nie zdążył nawet wymyślić odpowiedzi. Coś tam jąkał, aż w porę zainterweniował Generał.
– Niewolnico, zajmij się kotami. Trzeba je wyczesać. Teraz. – Ostatnim słowem dał jasno do zrozumienia, że nie ma szans ani prawa zatrzymywać dłużej małego wojownika.
Odeszła z przekąsem, przegryzając wargę od wewnątrz. Nie wiadomo, kiedy Omi ją teraz odwiedzi, a ona ciekawa była ich rozmowy bardziej niż dziecko świata. Wzięła szczotkę z szafeczki w swoim pokoju i poszła poszukać wysokich kotów, które okazały się mieć miłą i przyjazną naturę. Przynajmniej dla niej, bo je pielęgnowała, a czasem rozpieszczała mysimi chrupkami.


Chase długo rozpamiętywał to, co dowiedział się od Omiego, wyciągając wnioski i snując nowe rozważania na temat charakteru niewolnicy. Nabrał ochoty, aby zaryzykować i przełamać pierwsze bariery, które od siebie ich oddzielały. Konieczne było, aby Japonka zaznajomiła się bardziej z jego ciałem, aby nie bała się go dotykać, jakby obchodziła się z niemowlęciem, lecz zajmowała się nim z pełną swobodą. Masaże musiały stać się dla niej czymś naturalnym, by w chwili, w której poprosi o zaserwowanie pieszczoty jego męskości, nie uciekła swoim sercem gdzie pieprz rośnie.
W tym celu ukartował nowy plan i pewnego dnia przyzwał niewolnicę do łazienki, w której zamierzał wziąć wieczorną kąpiel. Wieczór wydawał się zawsze idealny na sytuację, mającą zbliżyć do siebie dwójkę osób. Kimiko szybko się zjawiła, bo akurat stała nieopodal drzwi, gotowa podglądać go jak tylko usłyszy pierwszy plusk wody.
– Tak? – spytała, nie domyślając się, o co może chodzić. Wstrzymała na moment oddech, widząc pana w samym ręczniku.
Chase wskazał palcem wodę w wannie.
– Mówiłem, żebyś nie wsypywała tych soli do kąpieli, a najlepiej je wyrzuciła, lub sobie wzięła, skoro tak je lubisz.
Kimiko spojrzała we wskazanym kierunku, wytrzeszczając oczy. Woda zabarwiona była na kolor fiołkowy, a na dnie prześwitywały drobne kamyczki, które w starciu ze skórą zachowywał się niczym igły. Pokręciła głową, nie dowierzając. Przygotowując tą kąpiel doskonale pamiętała o zastrzeżeniach pana i dałaby sobie rękę uciąć, że nie dosypywała żadnych soli.
– Ja… Nie wiem skąd one – wymamrotała. – Nie dosypywałam ich, przysięgam!
– Co, więc sam je sobie dosypałem? – spytał, co zabrzmiało tak groźnie w jego ustach, że Kimiko się skuliła, uświadamiając sobie również, że zarzuca mu kłamstwo.
Jednak patrząc na wodę, nie była w stanie sobie przypomnieć, aby dokonała tak straszliwej pomyłki. Nie popełniała dotąd tego błędu, dlaczego zatem teraz miała to zrobić?
„Z drugiej strony… faktycznie zapomniałam wynieść z łazienki pudełko z solami… Może rzeczywiście je wsypałam, nie patrząc co robię? Och, gdzie ja mogłam mieć głowę?”
Nie miała zielonego pojęcia, że Chase był za wszystko odpowiedzialny, chcąc pod pretekstem ściągnąć wpierw niewolnice do siebie, a potem wymierzyć jej stosowną karę, którą wykona chętnie w ramach pokuty. Japonka poczuła wstyd.
Bardzo przepraszam…
–  Po prostu wymień wodę.
– A pan będzie tak stać? – ośmieliła się zapytać.
– No raczej? Jestem goły, mam wyjść z łazienki, w której jest ciepło od pary? – odparł, jakby zdziwiony, że jest pytany o coś, co powinno być dla wszystkich oczywiste.
Kimiko tylko mocniej się zażenowała i doznała olbrzymiej chęci, by zrobić wszystko, aby naprawić swoje błędy i zrekompensować całość zbyt dobrotliwemu dla niej mężczyźnie. Aczkolwiek jej dusza wołała o ucieczkę, nim całkiem spłonie na stosie zażenowania, który powiększał się z każdą sekundą.
Kiedy było już po wszystkim i w wannie migotała nowa, przezroczyście czysta woda, Chase zbliżył się do krawędzi, po czym bez ostrzeżenia zdjął jedyną rzecz blokującą dostęp wścibskim oczom Japonki do nieodgadniętych jeszcze partii jego ciała. Pozbył się ręcznika, podając go niewolnicy, która w ostatniej chwili odwróciła wzrok.
„Nie waż się patrzeć w dół! Nie patrz w dół, nie patrz, nie patrz…!” – panikowała, szczerze wątpiąc w to, że da radę powstrzymać się przed pokusą. 
Po paru sekundach miało być po krzyku, bo pan zagłębił się w wodzie. Była ona jednak czysta, nie miała nawet piany, przez co przez jej tafle i tak dało się wszystko dojrzeć, chyba, że stanie się za nim. Tak też Kimiko postąpiła, dyskretnie stawiając krok w bok. Miała zamiar już wyjść, ale teraz przyszedł czas na karę.
– Ponieważ spieprzyłaś sprawę z kąpielą, będę musiał cię jakoś ukarać.
Kimiko złapała się za obrożę.
„Tylko nie to… Nie prąd…!”
– Spokojnie. To nie powinno boleć – wyjaśnił prędko, przeczuwając obawy dziewczyny. – Zamiast cieszyć się wolną godziną, zajmiesz się mną. Tam masz płyn. Weź go i umyj mnie.
– N-Naprawdę…? – Nie dowierzała w to, co słyszy.
– Nie. Na niby.
Kimiko, cały czas uważając na to, gdzie patrzą jej oczy, podeszła do buteleczki z płynem do kąpieli o przyjemnym zapachu orzechów i orchidei. Rozejrzała się za gąbką, ale nic podobnego nie znalazła.
– Użyj swoich dłoni. – Wojownik chciał dodać, że je bardzo lubi, sypiąc przeto komplementem, ale uznał, że może to być zbyt wiele na ten moment. Jeszcze by niewolnica pomyślała, że wykorzystuje sytuację do jakiegoś molestowania. Nawet jeśli miał do tego pełne prawo, nie chciał, by myślała o nim w ten sposób. Podrywy musza być nieświadome, wypływać same z sytuacji, niczym strumień wody z pękniętego dzbana.
Chase trzymał ramiona wystawione na powierzchni, oparte o krawędzie wanny. Czekał cierpliwie, udając, że kompletnie nie śledzi każdego ruchu niewolnicy. Kimiko podeszła bardzo powolnym krokiem, jakby podłoga mogła się pod nią załamać w każdej chwili. Przysiadła za nim. Najpierw odsunęła mu włosy do przodu. Podciągnęła rękawy i nałożyła sobie niewielkie ilości płynu na dłonie, zastanawiając się, za co zabrać się w pierwszej kolejności: za kark czy ramiona? Pan sam dał odpowiedź, zanurzając w pewnej chwili ręce pod wodą, bo dopadła je gęsia skórka.
„Dobra, dam radę. To nic takiego” – z tym postanowieniem Kimiko wzięła się do pracy.
To była długa godzina, doprawdy czas wlókł się niemiłosiernie, wypalając na twarzy Japonki ogrom zmęczenia, głównie psychicznego. Początek z tego wszystkiego był najlżejszy. Kimiko delikatnie smarowała płynem przy użyciu dłoni najpierw kark z barkami, potem ramiona mężczyźnie, który ją podniecał. Za każdym razem, kiedy pieściła mu dotykiem okrężnymi ruchami, wahała się, czy nie pochylić się i sięgnąć mu już klatki. Czując każde jego wgłębienie i wypukłość mięśni na ciele, doznawała wrażenie, że roztapia się jak wosk zapalonej świecy. Chase przymykał co rusz oczy, oddając się w pełni rozkoszom masażu. Otworzył je na dłużej, kiedy niewolnica zmieniła swoje położenie przy wannie. Usiadła po jego lewej, by móc przejść do mycia jego torsu. Nie szczędziła płynu, choć teraz jej dłonie pracowały głównie pod wodą. Starała się nie myśleć o tym, co robi, którą część ciała dokładnie myje, dzięki czemu zadanie stało się łatwiejsze. Klatką piersiową zajmowała się długo, by jak najdalej oddalić od siebie moment, w którym przejdzie jeszcze niżej. Podwinięte rękawy jej hanfu i tak dały radę się umoczyć, podobnie jak niektóre kosmyki włosów.
– Czy włosy też mam panu umyć? – spytała, by nie tkwili w głuchej ciszy, która wydawała jej się mocno niezręczna.
– Tak, ale to na koniec.
„Na koniec” – jego słowa powtórzyły się echem w jej czaszce. Postanowiła wziąć się w garść. Nie może zachowywać się przy tym jak mała dziewczynka, ale musi podejść do zadania czysto profesjonalnie. Pan wymagał od niej, aby go umyła, i tak też zrobi. Wymyje go do czysta, że będzie lśnić i może… prosić o więcej.
Choć trzymała wzrok spuszczony, patrzyła się w pustkę wody, kiedy zeszła dłońmi do podbrzusza. Kusiło ją, ale nie zerkała ani na jego męskość, którą wzięła w końcu w dłonie, ani na twarz Generała, która teraz obserwowała jej nie drgające rysy twarze baczniej, niż kiedykolwiek. Przestała się spieszyć. Nawet przyłożył się do zadania jeszcze bardziej. Wyłączyła swoje oczy, słuch i wszystkie myśli, dzięki czemu już po chwili było po wszystkim. Umyła mu jeszcze nogi, po czym wzięła się za włosy. Wówczas nabrała ochoty, by zaśmiać się w duchu.
„Nie było tak strasznie.”


Potrzebował wachlarzu, jeśli chciał zyskać serce Japonki, nie było co do tego wątpliwości. W tym celu przeforsował sobie plany zajęć i ułożył nowy scenariusz dnia, kończąc pospiesznie sprawy wymagającego rychłego zakończenia, aby móc opuścić swoje komnaty. Śniadanie i porcję Lao Mang Long również zjadł w pospiechu, co już dało do myślenia niewolnicy, że dzisiejszego dnia coś się zmieni. Generał w końcu był „jaskiniowym smokiem”, który rzadko stawiał stopę na zewnątrz, chyba że po to, by pójść do Cesarza, jednak do niego szedł zawsze w tempie ślimaka.
– Wychodzę – oznajmił, zaczepiając niewolnicę, która właśnie skończyła ścierać stół po posiłku. – Sprawa, którą chcę załatwić, może mi trochę zająć, więc jeśli nie będzie mnie na obiad, zjedz go za mnie. Jeśli zaś koty będą się dziwnie według ciebie zachowywać, daj im mysie chrupki. Tylko nie za dużo, żeby zbyt mocno je nie rozpieścić.
Pokiwała głową, oddając mu mały pokłon na do widzenia. Para tygrysów przysiadła obok niej, odprowadzając pana wzrokiem. Musiały usłyszeć wspomnienie mysich chrupek, na których punkcie miały bzika, przez co zaczęły upiększać i eksponować swoje ślepia, by wzruszyć nimi wewnętrze struny niewolnicy, której brakło czasem stanowczej woli.
Chase miał szczerą nadzieję, że zdoła uwinąć się z tą sprawą w ciągu jednego dnia. Jego pozycja w Pałacu powinna mu w tym pomóc. Trzymając ręce związane za sobą, zmierzał żwawym krokiem do podziemi, w których roiło się najwięcej od wojowników. Jego czarne szaty w niebiesko-srebrne smoki trzepotały jak skrzydła u wznoszącego się ptaka, cień zaś wlókł się i wzrastał, gdy przechodził do inaczej oświetlonych korytarzy. Po drodze kłaniało mu się wielu wojowników, niewolników i urzędników. Niektórzy próbowali zająć jego czas rozmową, ale Generał nie dał się zatrzymać. Pragnął jak najszybciej być z powrotem w swojej rezydencji.
Los okazał się jednak dla niego niemiły, bo zmusił go do spotkania na korytarzu konkubiny Wuyi.
– Kogo widzą moje oczy! Generale Young – powitała go, kłaniając się nisko przy pomocy służek, które przypilnowały jej długich szat, aby pięknie prezentowały się przy skłonie.
Chase odwzajemnił krótki pokłon w milczeniu.
– Zmierzasz do Cesarza? – spytała Wuya na początek.
– Nie – odparł wojownik, stawiając kroki w przód. Chciał odejść jak najprędzej; udało mu się ją wyminąć, ale kobieta i tak nie chciała odpuścić.
– A dokąd idziesz?
– Dokądś. Czy nie widzisz, że się spieszę i nie chcę z tobą rozmawiać?
– Jak zwykle jesteś dla mnie niemiły… Kiedy to się zmieni i zechcesz ze mną wypić wspólnie herbatę?
– Może w następnym tysiącleciu.
Wuya zaśmiała się głośno, o dziwo skłaniając Younga do tego, aby spojrzał za siebie.
– No tak. Do tego czasu twoja nowa pociecha zdąży umrzeć. Przy okazji, jak się miewa ta niewolnica? Nie broi?
– Nie. Jest zaskakująco grzeczna i posłuszna.
– O tak? Spełnia każdą twoją łóżkową zachciankę? Dobrze wiem, że niektóre są… bardzo ekstrawaganckie.
Chase Young prychnął.
– Nie mów, jakbyś była moją kochanką, bo nigdy nie byłaś i nie będziesz.
– Znów to robisz. Znów mnie odtrącasz, choć nie wiesz nawet, co tracisz… – podeszła bliżej, aby jej szepty stały się wyraźniejsze. – Wiesz co możemy razem osiągnąć, ty i ja. Wiesz, że Cesarz to pokraka i nieudacznik. Wiesz, że byłbyś od niego lepszy.
– Zamilcz…
– Każdy w Pałacu wyobraża sobie ciebie na jego miejscu. Coraz częściej szeptają o tym, że chętnie by za to poszli w bój. Możesz spełnić pragnienia poddanych, wystarczy tylko, że skorzystasz z mojej pomocy…
Słowa konkubiny były jak sztylety obłożone jadem, które zatruwały serce Generała. Próbował się im oprzeć, wszakże musiał być lojalny wobec swego władcy. Musiał być wzorem dla swoich ludzi, a wzór nie zdradza kogoś, kto siedzi na tronie z obrzydliwej chciwości, czy z jakichkolwiek innych pobudek. Lecz czuł się przytłaczany pokusami. Atakowały go z wszelakich stron i dotyczyły nie tylko tematu władzy w Pałacu. Wiedział jednak, że to co proponuje mu konkubina jest wysoce niepoprawne, haniebne, oraz szalenie niebezpieczne.
– I w zamian przespać się z tobą? – przypomniał warunek, jaki mu niegdyś postawiła. – Żebyś i mnie otruła jakimś swoim wywarem? Prędzej umrę.
Wuya uśmiechnęła się, niby kryjąc jeszcze jednego asa w rękawie.
– Kiedyś zmienisz zdanie, kochany – powiedziała z przerażającą pewnością siebie, jakby znała doskonale przyszłość. Pogłaskała go po policzku, wzdychając na to, jaki był piękny. Nie tylko dla niewolnic Generał uchodził za najprzystojniejszego mężczyznę w Pałacu. W jego oczach i rysach po prostu kryło się coś idealnego i jednocześnie nieosiągalnego, przede wszystkim młodego. Wieczna młodość, która była jego darem i przekleństwem, przyciągała siłą magnesu zarówno młode, jak i stare adoratorki. – Kiedyś zapragniesz sam uciąć mu łeb. Czy to z chytrości czy z miłości. Nieważne, co będzie ci przyświecać. Ważne, że i tak tego dokonasz. Miłego dnia.
Nie obejrzał się za kobietą, skupiając się wyłącznie na tym, by uspokoić swoje delikatnie potargane nerwy. Siarczyste przekleństwa pod jej adresem cisnęły mu się na język. Nie tracił więcej czasu. Pewnym krokiem jak u samotnego wilka poszedł stawić czoła człowiekowi pilnującego depozytu z dowodami od wszelkich zbrodni i przewinień, jakie kiedykolwiek pojawiły się w Pałacu.


Kimiko z przykrością stwierdziła, że lew o sierści koloru miodu jest najbardziej rozbrykany ze swoich braci i sióstr, co przedstawiał na swój szczególny sposób, tarzając się po trawie lub podłodze. Nie tylko wnosił brud do mieszkania, ale też sam był jednym wielkim kłębkiem brudów, do tego niezbyt skorym do mycia. Jeśli tak dalej pójdzie, sama będzie zmuszona go wykąpać, lecz jak tego dokona, nie tracąc przy tym głowy? Bądź co bądź to duże zwierzę i nie miała pojęcia, czy przepada za wodą. Pomimo tego problemu gromadka kotów nie przysparzała większych problemów; przepadały za nową niewolnicą, choć ich humor zdawał się nieraz być zależnym od humoru ich pana; jeśli ten bywał zimny i małomówny, koty starały się również mijać Japonkę szerokim łukiem, a czasem nawet warknęły, gdy próbowała podejść bez mysiego chrupka w dłoni.
W przerwie na sprzątanie podłóg, Kimiko zawędrowała bez zgody do sypialni Generała. Jeden z lampartów nie odstępował jej ani na krok, jakby śledził jej poczynania. Nie blokował jednak dziewczyny w tym, aby stanąwszy przy łóżku, położyła się na nim i zaczęła wąchać i przytulać poduszki z pościelą. Kimiko podobał się zapach, jaki roztaczał wokół siebie nieosiągalny dla niej mężczyzna. Jeśli nie mogła go mieć prawdziwe, pragnęła posiadać go chociaż w swojej wyobraźni. I tak skłaniała się z ochotą ku wizjom, w którym wraz z nim leżała w jednym łóżku, tak po prostu, bez żadnego celu, tylko po to, by się w siebie podpatrywać i powyznawać miłość. Nie śmiała wyobrażać sobie czegoś więcej – to byłoby niegrzeczne i niewłaściwe, nawet jeśli działoby się tylko w jej głowie. Intensywny zapach bergamoty, cedru i ynlang-ynlang wzbudzał zaufanie i wyzwalał w niej dzikie pożądanie; jasno mówił, że to człowiek sukcesu, silny i elegancki, przy którym mogłaby czuć bezpiecznie.
Gdy tak się bezwstydnie wylegiwała, niespodziewanie rozległo ciężkie walenie o drzwi główne. Wystraszona Kimiko poderwała się ja sarna w górę.
„To pan! Szybciej wrócił!”
Wstała i otrzepała się, po czym wraz z kotem pognała do kèfáng, nie zastanawiając się nad tym, że to dziwne, aby właściciel domu pukał przed wejściem do niego. Zwolniła kroku tuż przed drzwiami, lecz kiedy je otworzyła, na jej twarz wstąpiło jeszcze większe zdziwienie, do tego zgroza.
– Witaj – rzekła Wuya, którą otaczała asysta niewolników o wielkich, czarnych obrożach, ale w pięknych strojach, piękniejszych od hanfu Kimiko. Lecz chociaż słudzy konkubiny wyglądali dostojnie, ich spojrzenia skrywały ogrom bólu od ukrytych ran.
– Mojego pana nie ma w środku. Proszę przyjść później.
Już miała zamknąć drzwi, ale Wuya zdążyła wsunąć w próg swoją dużą stopę, obitą w fioletowy pantofelek.
– Ja nie do niego przyszłam.
Zaczęła przeciskać się przez drzwi, co spotęgowało w Japonce strach. Nie miała zamiaru wpuszczać tej okropnej kobiety.
– Nie bądź bezczelna, niewolnico, i wpuść mnie do środka.
– Nie wolno mi nikogo wpuszczać bez zgody pana. Bardzo proszę się odsunąć – nalegała Kimiko spokojnym głosem, choć jej serce biło w panice jak na zawał.
– Mnie ten zakaz nie dotyczy, głupie dziecko! – Po tych słowach jej słudzy wspólnymi siłami pchnęli drzwi, skutecznie otwierając dostęp do środka swej pani.
Kimiko przewróciła się na podłogę i to z niej obserwowała, jak wróg wkracza do komnat jej pana. Nadal zachowując prowizoryczny spokój, wstała, po czym spojrzała odważnie na konkubinę.
– Bardzo panią proszę o opuszczenie tego miejsca. Mój pan może wrócić w każdej chwili i nie sądzę, aby był zadowolony.
– Och, zamilcz, niewolnico. Kompletnie nie znasz mężczyzny, u którego mieszkasz. – Zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu, w którym wprawdzie była wcześniej tylko i wyłącznie raz, do tego całe wieki temu. Już zapomniała, jak wyglądają te błękitne ściany i dekoracje w latające smoki. – Nienaganny porządek. Starasz się, widzę.
Wnet w kèfáng zawitał lew, któremu widok konkubiny kompletnie nie przypadł do gustu; zaczął warczeć i podchodzić jak czający się drapieżnik, lub po prostu samiec, któremu ktoś naruszył terytorium.
– Nadal hoduje koty… – cmoknęła z rozgoryczeniem kobieta. Wiedziała, że nie pozostało jej w tym momencie zbyt wiele czasu. Za chwilę przybędzie więcej kompanii, a wówczas z całą pewnością zostanie z domostwa wygoniona. – Chciałam zapytać tylko, jak ci się wiedzie.
– Dobrze – odparła krótko Kimiko.
– Generał się nie naprzykrza?
– Oczywiście, że nie. Jest wspaniałym człowiekiem.
Wuya parsknęła śmiechem.
– Powiedziałam coś śmiesznego?
– Skąd, skąd. – Konkubina spojrzała na niewolnicę bardzo wymownie. – Bawi mnie tylko twoja naiwność. Z gniazda osy przeszłaś do gniazda jadowitego węża.
Kimiko zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc tych słów. Sugerowały, że Generał mógłby jej coś zrobić, ale przecież był dla niej tak dobry i… czarujący.
– Nie martw się jednak, niewolnico. To nie potrwa długo. Jak każda niewolnica przez pracę zestarzejesz się szybko, a to oznacza, że szybko się uwolnisz. Gdybyś jednak potrzebowała kiedyś eliksiru na oddalenie owulacji, możesz poszukać ich u kupców... Ja ci raczej z niczym bezpośrednio nie pomogę. Podpadłaś mi, kiedy od początku chciałam ci tylko… pomóc.
Kimiko spięła w sobie wszystkie siły, aby powstrzymać się przed rzuceniem ryzykownej odpowiedzi, że nie chce mieć z tą szarlatanką nic wspólnego. Na szczęście w porę na zawołanie lwa pojawiło się w pomieszczeniu więcej kotów, które teraz, gdy tworzyły wspólnie stado, gotowe były zaatakować wroga, jeśli w porę nie ucieknie. Wuya i tak zmierzała w kierunku wyjścia.
– Do zobaczenia. Mam nadzieję, że już wkrótce.
Jeszcze przed zniknięciem machnęła przedziwnie rękami, a wówczas, jak na komendę, pofrunęły w górę wszystkie dzbany z kwiatami, które stały przy drzwiach, by następnie upaść i rozbić się o podłogę.


– Co się stało?
Chase był wielce zaskoczony, zastając po powrocie do rezydencji bałagan na skalę zniszczeń tornada. Patrzył wściekle na niewolnicę, która nie zdążyła uwinąć się ze sprzątaniem potłuczonych wazonów i kwiatów przed jego powrotem.
– Ja… Ja… przepraszam! – zawołała Kimiko, odrywając się od zbierania zmiotką ziemi do worka. Padła nad kolana przed panem, biorąc całą winę za zdarzenie na siebie. – To niechcący… Naprawdę nie chciałam, żeby coś takiego się wydarzyło…!
Chase powlókł raz jeszcze wzrokiem po bałaganie. Jak to możliwe, że niechcący stłukła aż tyle wazonów?
– Jak do tego w ogóle doszło?
– Przewróciłam się…
– Więcej niż raz?
– No… Tak…
Uniósł brwi. Miał ochotę ukarać ją za takie niezdarstwo, które cuchnęło celowym zamiarem, ale czuwający przy Japonce lew błagającym wzrokiem apelował o litość dla niej. Wziął głębszy wdech, powstrzymując w sobie tę chęć, która mogłaby jeszcze pokrzyżować mu plany wobec niej i popsuć sobie opinię. Ścisnął pod rękawami pięści. Liczył, że nie postępuje źle, okazują taką łaskę, i nie zapoczątkuje to kolejnymi wybrykami.
– Postaraj się być ostrożniejsza na przyszłość…
Bez dalszych słów minął klęczącą na ziemi niewolnicę, która trzymała czoło przy ziemi jeszcze długo, aż całkiem zniknął za rogiem.
„Nie ukarał mnie… Byłam pewna, że mnie ukaże… Dlaczego tego nie zrobił?”
Zawędrował do swojej sypialni, nie przestając myśleć o tym, co zastał po powrocie. Nie umiał wyobrazić sobie tak olbrzymiej niezdarności u niewolnicy, by poczyniła tyle szkód. Coś mu w tym nie pasowało, ale nie dawał rady odgadnąć jeszcze co. Zdenerwował się. Nienawidził, kiedy psuły się jego własności, bo to zaginało harmonię w jego domu, do której uciekał zawsze z taką tęsknotą. Wszystko przez pracę u Cesarza, która go przytłaczała. Do tego dochodziła jeszcze Wuya i jej kusząca propozycja dokonania zamachu stanu.
Zamkniętą pięścią uderzył nagle łóżko, na którym przysiadł. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu, że źle postąpił i powinien był jednak wymierzyć Japonce karę, gdyż nie była z nim w pełni szczera. Pokręcił głową sądząc, że jak odetchnie jeszcze z parę razy, to się uspokoi. Wówczas zerknął na pościel i ponownie zdziwił. Przejechał po niej ręką, uważnie przyglądając się licznym zagnieceniom, zupełnie jakby ktoś wylegiwał się wcześniej w tym miejscu. Łóżko nie było idealnie pościelone, jak wtedy, gdy wychodził. Czyżby niewolnica zaglądała tu pod jego nieobecność?
Zarechotał cicho, ale przeciągle.
„To… dobry znak. To bardzo, bardzo dobry znak…”
Wolnym ruchem sięgnął wewnętrznej kieszeni rękawa, by wydobyć z niego to, co udało mu się wyciągnąć z depozytu na dowody. Wachlarz, który niegdyś narobił niemało szumu, nosząc na sobie imię zmarłej konkubiny, powrócił. Chase rozłożył go jednym machnięciem ręki.
„Jutro będziesz już moja, Japoneczko.”

8 komentarzy:

  1. Ja zawsze powtarzam, że Konfucjusz to mądry człowiek xd jestem w połowie i już się chichotam. Chase cwana jaszczureczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam taki cytat, że ktoś powtarza takie jego słowa, ale czy na serio tak mówił? Nie wiem. Tak czy siak, śmiesznie. xd
      Ba, Chase to cwana jaszczurka.

      Usuń
    2. Skończyłam.
      Jak wrócę, to powiem więcej.

      A Chamiko parce życzę dużo szczęścia i miłości na ich wyjątkowej drodze życia! <3

      Usuń
  2. Aaa! Co tu się dzieje? XD Wiedziałam, że zrobi się ekstra kiedy Kimiko zacznie u niego pracować, ale że aż tak? XD Czy Chase zamierza szybko przejść do konkretów?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z niechęcią muszę przyznać, że akurat to twoje opowiadanie mi się nie podoba. Kimiko wydaje mi się być jakąś naiwną słodką idiotką, a gdy czytam o Chase'e to w ogóle już nie potrafię go sobie wyobrazić. Fabuła ok, twój styl jak zwykle świetny - ale dla mnie to już nie Chamiko. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam. Resztą twoich prac jestem zachwycona, ale ta jakoś nie przypadła mi do gustu.Życzę jak zwykle weny i do zobaczenia na innych twoich blogach 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastraszana, niedoświadczona, ufna, posłuszna, łaknąca uwagi i przyjaźni dziewczyna po przejściach to inna definicja słodkiej idiotki (śmieszkującej flurciary, która nie zhańbi się choćby wzięciem książki do ręki)? No błagam. ;D


      Usuń
    2. Nie wiem jak to nazwać, ale naprawdę nie przypadła mi do gustu. Może dlatego, że u mnie bohaterowie po przejściach mają zawsze problemy psychiczne i wariują, albo stają się twardzi jak kamień, bez możliwości odczówania. Każdy lubi coś innego.

      Usuń
    3. Ps. Zmieniłam nazwę i teraz może się mylić

      Usuń

PRAWA AUTORSKIE

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty stanowią wyłączną własność ich autorki - Layali. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.