niedziela, 2 lipca 2017

IX "Wyzwania"


 Mgliste opary z kadziłem kłębiły się jak miniaturowe tornada do sufitu, ścieląc go białym jak mleko całunem. Wytwarzały otumaniający zapach zmiękczający nozdrza, relaksujący umysł. Cudowny balsam na głowę pełną zmartwień według sekretnego przepisu heylińskiej wiedźmy Wuyi. Opary wypełniały całą przestrzeń komnaty jedynej konkubiny, jaka pozostała w pałacu. Przypominały prywatną saunę, w której topiły się meble i smutki samotności. Jedyna, ostatnia konkubina. I ten stan rzeczy funkcjonował, bo ona tak właśnie chciała.
Nie mogąc pozwolić sobie na żadne zagrożenia dla planu, który utkała w tajemnicy przed swym władcą, a który dotyczył bezpośrednio jego, przez wiele setek lat konsekwentnie usuwała każdą rywalkę, jedna za drugą, aż ostatecznie Cesarz zostawał tylko z nią, i tylko u niej mógł doszukiwać się pocieszenia. Lecz nie potomka. Tylko jej wolno było uwodzić Cesarza i owijać go wokół palca jak kosmyk włosa. A władza Wuyi wzrastała wprost proporcjonalnie ze wzrostem miłości Hannibala do niej. Władza była tym, czego pragnęła, acz nie tylko, bo jej nikczemny plan zakładał również ujarzmienie serca Generała Younga o pięknym, młodym obliczu i niezdobytym jak twierdza sercu.
Opierając się o leżankę obitą czerwonym materiałem i z obudową z czerwonego dębu, Wuya kontemplowała nad przeszłością i przyszłością, snując kolejne plany, które wkrótce wdroży w życie. Pijąc wywar na hart ducha nieskończenie rozmyślała o Generale, o obiekcie swoich westchnień i niespełnionych marzeń, który nie był dla niej osiągalny. Nie kochała Cesarza, udawała jedynie swoją miłość do niego, by nie popaść w niełaskę. Jako konkubina musiała darzyć go płomiennym uczuciem, aczkolwiek takowe nigdy nie zaistniało. Jedyny ogień pożądania, jakim pałała, skierowany był na Chase’a, choć ten nie raczył spojrzeć na nią jak na kobietę i brzydził się każdym jej oddechem.
Nie wiedziała czemu otrzymuje od niego tyle niewdzięczności, doprawdy nie znała powodu jego nienawiści, wszakże nic mu nigdy złego nie uczyniła. Oddałaby wiele, by go poznać i jeszcze więcej za odgadniecie rozwiązania tego problemu. Od wieków, gdy tylko dołączyła do dwuoosobowej spółki Cesarza i Generała, jeszcze przed powstaniem Imperium, wiedziała doskonale, że to nie Hannibal zasługuje na tytuł władcy świata, ale właśnie Chase Young. I to jemu skrycie poślubiła wierność, jemu próbowała zawsze pomóc, jemu dedykowała każde swoje zwycięstwo wierząc głęboko, że pilnowanie swojego piedestału w pałacu służy swej prawdziwej miłości. Od początku pomagała wiecznie młodemu mężczyźnie przejrzeć na oczy. Chciała, aby dojrzał tak, jak dawno zrobili to już poddani, że to on zasługuje na tron, na pełnie władzy, że to jemu wszystko się na leży i jemu winno się składać hołd. To on tak naprawdę zbudował Imperium, zabijał tych, których trzeba, zwyciężał bitwy i układał struktury rządu. To jego i tylko jego genialny umysł przeistoczył Heylin w ideał. A jednak ktoś inny zebrał laury. Jak mogło do tego w ogóle dojść?
Przy każdym spotkaniu namawiała go do zamachu stanu, próbowała zainspirować jego serce smaczną wizją słodkiej zdrady, jednakże ten opierał się jej namowom, odganiając je od siebie jak natrętne muchy przez swą lojalność. Lojalność Generała wypływająca prosto z jego kodeksu Honoru nie pozwalała mu spełnić marzeń jej oraz wszystkich Heylińczyków. Lojalność była problemem. I może to właśnie też przez nią opierał się urokom szarlatanki, która jakby nie patrzeć, należała do Cesarza…
Tak przynajmniej lubiła podejrzewać. Nie przyjmując do siebie żadnej prawdy, że nigdy nie spodoba się wojownikowi, każdego dnia kazała namaszczać się miliardami kremów na jędrność skóry, maściami własnej produkcji na zmarszczki, okładać gorącymi ręcznikami i serwować kąpiele w eliksirach upiększających. Jej niewolnice, oszpecone siniakami, bliznami i długo gojącymi się otwartymi ranami, pokornie spełniały każdą wolę swej pani, której się bały. Nigdy nie śmiały spojrzeć jej w oczy. Skupione na swoich powinnościami, pilnie starały się nie popełniać żadnych wykroczeń, bowiem każdy najmniejszy błąd groził surowym batem. Wkrótce podano złośliwej wiedźmie kolejny eliksir do spożycia, mający odmłodzić wygląd zewnętrzny, który sypał się coraz częściej, upodobniając się do starego piasku. Dla wnętrza zaś dawno nie było już ratunku. Przyjęła czarkę w dłonie i bacząc na temperaturę trunku, upiła kilka pierwszych łyków.
– Muszę go jakoś usidlić, muszę – powtarzała do siebie półszeptem. Nie przejmowała się obecnościami niewolnic; i tak nic nigdy nikomu nie zdradzą. – Muszę przekonać go w jakiś sposób do swojej wizji.
Nie przestając drążyć kwestii dotyczących Younga, fakt faktem wspomniała również jego nową niewolnicę.
– Ta mała gówniara jest zagrożeniem. Gówniara. Smarkula! – Upiła kolejny łyk eliksiru, ściskając ze sobą mocne żółte zęby. – Jest młoda i ładna… Jest młoda i pewnie dlatego na nią patrzy. – I kolejny. – Dlatego tak się o nią starał… Jestem pewna, że między nimi może zrodzić się szkodliwa dla mnie zażyłość. Kolejna pinda do usunięcia!
Wuya zlikwidowała wiele kobiet w swoim życiu, zawsze nienawidziła innych przedstawicielek swojej płci. Pragnęła władzy, a kluczem do władzy byli mężczyźni, stąd nie miała nigdy skrupułów, kiedy na horyzoncie pojawiała się inna. Na niewolnice Generała również nie raz miała chrapki. Albo pilnowała, by zaczynały tracić rozum i wariować, albo przedwcześnie traciły młodość i urodę, dzięki czemu szybciej nudziły się ukochanemu. Sukces osiągała dzięki tajnej sieci sabotażystów, którzy skutecznie potrafili wsypać odpowiednią dawkę trucizny do dań niewolnic. Dla nowej, niebieskookiej Japonki zdążyła wyprodukować odpowiedni wywar niosący za sobą nieszczęście, upokorzenie i wreszcie śmierć. Dla niej wymyśliła coś szczególnego. Zły uśmiech cisnął się pod wpływem okrutnych myśli na jej twarz.
– Muszę ją zlikwidować, on nie może mieć innych kobiet, inaczej nigdy nie będzie mnie chciał wysłuchać.
Jej szpiedzy donosili, iż Young odkąd przyjął do siebie niewolnicę, spędza znacznie więcej czasu w rezydencji, a gdy ostatnim czasem wychodził to tylko po to, by załatwić sprawy z nią związane. Oznaczało to, że zauroczył się nową szybciej i silniej, niż w przypadku poprzednich. Może nawet zdążył stracić dla niej głowę, ale tej najgorszej wersji Wuya starała się do siebie nie dopuszczać. Wierzyła w siłę ducha Generała, który pilnuje, by nie ulegał kobietom zbyt łatwo i szybko. A jednak obawy wzrastały na wieść o tym, co czynił dla Smarkuli. Raz kazał zakupić do jego biblioteki literaturę kobiecą, co było co najmniej dziwne, jako że nie spodziewała się, aby taka mierna niewolnica zdolna była zrozumieć słowo pisane, oraz nie w jego stylu, a drugi raz po to, by zdobyć dla niej wachlarz.
– Najprawdopodobniej się spóźniłam i między nimi już zdążyło coś zajść. Nie… Nie mogę na to pozwolić. Jakiś karzeł zza morza miałby być ode mnie lepszy? Co ona może o nim wiedzieć? Ja go znam ponad tysiąc pięćset lat! Wiem, czego mu potrzeba!
Żadna z towarzyszących wiedźmie niewolnic nie poruszyła się. Dawno temu nauczyły się być głuche, kiedy zwyczajnie należało, a nie wolno im było podsłuchiwać, ani nawet angażować się mentalnie do rozmów Wuyi, które przeprowadzała samą sobą, ze swą jedyną przyjaciółką.
– Chociaż… Może jeszcze nie wszystko jest stracone? Może… mogłabym wykorzystać to pragnienie, jakim Chase darzy tę małą na swoją korzyść?
Coraz więcej nikczemnych myśli krążyło po głowie wiedźmy i już po chwili miała cały nowy, rozdrobniony i doszlifowany do najmniejszych szczegółów plan, który wydawał się niezawodny. Wiedziała już, co zrobić, aby nie tylko pozbyć się konkurentki do serca nieosiągalnego mężczyzny, ale jak również wykorzystać ją do celów, by skłócić ten swój obiekt westchnień z Imperatorem.
– Jestem ciekawa, ile warta jest twoja lojalność, Chase.

*

Odpoczywał w spokoju w kwiecistym ogrodzie, nad którym przewijała się noc, rozświetlana jedynie przez niskie lampiony rozstawione wzdłuż wijących się jak węże dróżek. Chase zagnieździł się w altanie, na leżance obitej jedwabistym materiałem, za którym wisiał gobelin z obrazem walczących ze sobą dwoma tygrysami. Otaczała go cisza, której nie mącił nawet wiatr. Wieczór był przyjemnie ciepły, dzięki czemu całkiem mile szło mu rozpatrywanie minionych dni. Późno spożywał herbatę, jako że miał urwanie głowy tego dnia przez zalegające obowiązki u Cesarza. Obowiązki, które mimo wszystko wykonywał, bo choć z ciężkim przełknięciem, to jednak były czymś, co podtrzymywało mu honor i świadczyło, że nie przestał być lojalny względem swego pana i żadne przyziemie uczucia nie przyćmiły mu umysłu. Nie wyobrażał sobie, aby go zdradzić, nawet jeśli pragnęliby tego poddani. Istnieje bowiem prawo, które ludzkość musi przestrzegać, aby nie zachwiać równowagi i uniknąć chaosu. Prawo porządku. Nie chciał stawać się inspiracją dla innych pokoleń do buntu; wolał dawać przykład lojalności i nieskalanego honoru. Burdę wywołać łatwo, lecz zapanować nad nią i nad ziaren, jakie może zasiać, to ciężki orzech do zgryzienia nawet dla najbardziej znakomitych liderów. Szczególnie, że ludzie są nieprzewidywalni i nie stanowią jednolitej masy – tworzą między sobą podziały, jakby naprawdę były im potrzebne.
Wnet do ogrodów weszła niewolnica. Chase szybko ją zauważył i napiął ciało, siadając prosto na leżance. Altanka nie była duża, ale mieściła parę regałów na dokumenty, książki, stała też rzeźba ze smokiem o grzywie jak u lwa i pewnie znalazłoby się miejsce, na szybki numerek… Z przekąsem zauważył, że doprawdy coraz częściej myśli o seksie, kiedy przecież dzierży tyle spraw na głowie.
Kimiko stanęła przed panem z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. Po ostatniej karze w łazience, dziewczyna przechodziła psychiczne katusze. Nie umiała normalnie się przy nim zachowywać, nie tak jak dawniej. Przybierała rumieńców jak czereśnie w pełnym słońcu, wspominając, jak bardzo zanikł między nimi dystans fizyczny. Ciężko było cokolwiek o tym wszystkim myśleć, ale za każdym razem, kiedy zbliżała się do swego pana, uciekała wzrokiem w siną dal, jakby ze strachu, że będzie on w stanie przejrzeć ją i czytać z niej jak z otwartej księgi. Miała za cel uchodzić za profesjonalna niewolnicę, a profesjonalna niewolnica nie przejmuje się takimi „błahostkami”, lecz podchodzi z odpowiednim nastawieniem do obmywania swego pana. Tym bardziej, jeśli pan nie chciał, aby na jednej kąpieli się skończyło.
– Chciałam poinformować, że skończyłam już sprzątać i chciałabym prosić o pozwolenie na udanie się na spoczynek – poinformowała, trzymając wzrok spuszczony, a ręce skromnie związane przed sobą.
– Zezwalam – odparł bez namysłu, szybko żałując po chwili swoich słów. – Ale zaczekaj jeszcze. Usiądź obok mnie.
Wskazał wolne miejsce na jednej z poduszek okalających niski stoliczek. Kimiko poczuła się niepewnie. Popatrzyła na prawdopodobnie siedzisko, które będzie trzeba jeszcze do swego pana przysunąć, by nie być za daleko. Jak zawsze, kiedy sytuacja zbliżała ich fizycznie ku sobie, działo się z nią coś dziwnego. Coś nienaturalnego. Nowego. Jakby kontakt z mężczyzną był zadaniem do wykonania z wyższej półki i musiała stawać na wyżynach. Teoretycznie stawała na wyżynach wytrzymałości swoich nerwów, gdyż jednak to doświadczenie z mężczyznami miała skąpe. Omi się nie liczył, bo to chłopiec i w sumie, kiedy taki pan zapraszał ją do siebie, nie mogła mieć stu procentowej pewności odnośnie tego, jak się zachować i jak odbierać całą sytuację. Najgorszy był strach, trema, z którą stawała do walki. Nie wspominając o błaganie w umyśle, negatywnie wpływający na odbiór bodźców i wszelkich czynników ze świata zewnętrznego. Zarówno myśli pozostawały niesprecyzowane, jak i odczucia. Była zagubiona. Gubił ją wzrok Generała, w którym miała wrażenie, że się zatapia za każdym razem, kiedy niefortunnie na niego zerka. Niespiesznie wykonała polecenie, jakby kosztowało jej to większy trud, niż dźwiganie osłabionymi rękami.
– Wyglądasz na zmartwioną czymś – zauważył pan, przechylając na bok głowę, gdy tak przyglądał jej się z uznaniem. Z każdym kolejnym dniem, przekonywał się do Japonki; podobała mu się coraz bardziej i bardziej. Przygarnięcie jej było jednym z jego lepszych decyzji w ostatnim półwieczu. – I to nie pierwsze moje takie spostrzeżenie.
Kimiko, nadal ze spuszczoną głową, wzruszyła ramionami, udając, że nie wie, o co wojownikowi chodzi. Nie licząc kąpieli, jeszcze inne zdarzenie odcisnęło się mocno na ich relacjach. Mianowicie konsekwencje, jakie pozostawiła po swojej wizycie Wuya.
– Taka bywam, ale nic mi nie dolega. Proszę się o mnie nie martwić.
– Na pewno wszystko w porządku? Zauważyłem, że przestałaś na mnie patrzeć. Mogę wiedzieć czemu?
Kimiko nie umiała tym razem na niego nie spojrzeć. Posłała mu krótkie spojrzenie i zobaczywszy jego złote oczy z pionową źrenicą, zapłonęła od środka, acz ucieszyła się, że zdała udowodnić mu, że nie ma racji. Wspomnienie kąpieli znów dało o sobie znać. Choć starała się go wówczas myć ze wzrokiem, które nie rejestrowało niczego, siłą rzeczy zapamiętała niektóre, apetyczne skrawki jego ciała. Poczuła złość do siebie za taką słabość psychiczną i ogólnie brak samokontroli. Powinna być twardsza i bardziej obojętna, i zdecydowanie bardziej skupiona na tym, w czym bierze udział. Winą obarczała przede wszystkim rodzące się w niej uczucie, jakie uznała za niedozwolone. Nie powinna pałać jakimkolwiek pożądaniem do swego właściciela. Niegodziwe, chytre i samolubne myśli mogły zrodzić się z takich pragnień, a jej nie było pisane posiadać męża na wyłączność. Została niewolnicą i jedyne, co przysługiwało młodej Japonce, to posłuszne spełnianie woli swego pana. Nie mogła naginać zasad lojalności, którą mu ślubowała. Na dodatek to właśnie pożądanie nie pozwalało wykonywać należycie swych obowiązków, bowiem zamiast obmywać go w sposób profesjonalny, nabierała ochoty, aby zacząc chichotać jak nastolatka. Jakby nie patrzeć, pełnoletności jeszcze nie osiągnęła.
– A może przejmujesz się tym, co zdarzyło się przed moim ostatnim powrotem? – Young nie przestawał dokopywać się do sedna problemu. Poniekąd trafił, bo scena z rozbitymi wazonami przez nachalność Wuyi również nie dawała Japonce spokoju.
Kimiko milczała.
– Nie chcę, żeby to się kiedykolwiek więcej powtórzyło – dodał Chase. – Nie lubię… kiedy coś mi się psuje przez czyjąś niezdarność.
Mógł zabrzmieć surowo i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zobaczył, jak niewolnica rychło zmienia swą postawę na bardziej spiętą i zażenowaną. Przejęła się, czego oczekiwał, aby pamiętała, że jest dla niej panem, którego wolę nie tylko musi spełniać, ale i zadowalać. To właśnie miała pojąć.
– Jeszcze raz bardzo przepraszam – odpowiedziała Kimiko, choć wcale nie była niczemu winna.
– Cieszę się, że to do ciebie dotarło.
Niespodziewanie pochylił się i położył rękę na udzie dziewczyny, której niemalże podskoczyła od jego dotyku. Im obojgu zrobiło się cieplej, a spojrzenia znalazły się na tej samej wysokości. Działali na siebie, nie mając pojęcia, że przechodzą praktycznie przez to samo. Kimiko topniała przez niego jak lodowiec, on zaś czuł, jak pali go jej osoba, jakby miał bezpośredni kontakt z płomieniami. Japonka parzyła go, a jednak dalej pragnął ją dotykać, pieścić, całować tu i ówdzie. Jakże chciał sprzedać jej swe zbereźne myśli, ale strach przed odrzuceniem skutecznie go powstrzymywał.
Teraz, kiedy miał ją przy sobie, zastanawiał się, czy wyciągnąć wachlarz, który udało mu się zdobyć. Odpowiedni moment mógł mieć znaczący wpływ na to, co będzie dalej. W ostatniej chwili uznał, że jeszcze się z tym wstrzyma. Widział po dziewczynie zmęczenie, a co za tym idzie – może brakować jej energii do sowitego dziękowania. Chase nieustannie kombinował, jak podejść niewolnice, której równie dobrze mógł po prostu rozkazać, by go zadowoliła. Doprawdy nigdy wcześniej nie miał czegoś takiego z żadną jej poprzedniczką.
– Możesz iść się położyć. Zasłużyłaś na odpoczynek.

*

Z rana następnego dnia Kimiko otrzymała prezent. Jako jedyna, która nie musiała płacić za niego w naturze. Nie był to jednak wachlarz, który Chase nosił cały czas przy sobie, wypatrując odpowiedniej okazji, aby jej go dać.
– Książki? – bardziej spytała zdziwiona, aniżeli pisnęła z podekscytowania.
Podeszła do stolika, na którym jeszcze przed chwilą stała paczuszka, w jaką zawinięty był podarunek od pana. Chase stał obok i przyglądał się wszystkiemu w milczeniu. Kimiko raz dwa rozpakowała prezent, który zawierał właśnie książki z działu „literatury kobiecej”, przesiąkniętej romansami pisanymi na jedno kopyto.
– To za twoją dobrą pracę – powiedział Chase, licząc, że pikantne opowiadania między innymi zainspirują niewolnicę do dalszego dobrego sprawowania się, pomijając oczywiście to nieszczęsne zdarzenie z udziałem wazonów.
– Dzięku…
Chase podniósł rękę. Nie chciał słyszeć podziękowań. Nie słownych i nie za coś takiego. Nigdy dotąd nie obdarowywał niewolnicy i było to na tyle nowe zjawisko, że wprowadzało go w silny dyskomfort oraz poczucie, że przekracza pewną dozwoloną granicę. Nawet jeśli wszystkie jego działania wynikały z uknutego planu, iż próbuje ową niewolnice posiąść na wyłączność, mimo istnienia szybszej i znacznie łatwiejszej drogi. Po prostu nie chciał słyszeć, że robi coś iście dobrego.
– Mam nadzieję, że trafią one w twoje gusta.
Kimiko spojrzała na swego pana ciepło i z wdzięcznością. Nie odrywała jednak od niego wzroku dłużej niż było to dozwolone, co nie przeszkadzało jednak Generałowi. Też się w nią wpatrywał i w swym spojrzeniu próbował zawrzeć wszystko to, co krzyczały jego myśli, a nie mogły wypowiedzieć słowa. Pragnął, aby go odczytała, zrozumiała i zgodziła się na szaloną propozycję.
Nieświadoma jednak niczego Kimiko pożegnała go ukłonem, niosąc ze sobą książki, jakie miały zawirować jej w głowie. Nagle doszczętnie zapomniała o wachlarzu i przestała za nim tęsknić. Właśnie otrzymała prezent, podarunek za jej pracę. Nie dość, że nowa własność, to jeszcze było to swoiste docenienie ciężkiej pracy, jaką wykonywała. Jeszcze nigdy nikt tak ciepło jej nie potraktował i było to tak miłe uczucie, że gdyby pan pozwolił, ucałowałaby go z tej wdzięczności, a potem poszła ze szczęścia wylewać słodkie łzy.

*

Od ostatniego spotkania Omi nie dawał żadnego znaku życia i niewolnica martwiła się, że albo coś mu się stało, albo coś nieprzyjemnego zaszkodziło ich relacji. Pesymistyczna natura snuła najgorszą obawę, iż może w swej częstej dezorientacji powiedziała o słowo za dużo i uraziła w jakiś sposób dumę malca, lub może to jej rozmowy z Generałem na jego temat ponosiły kluczową winę. Cokolwiek to było, nie miała jak się tego dowiedzieć i tkwiła w niewiedzy oraz w zmartwieniu, iż straciła jedynego przyjaciela. Kiedy jednak kontakt z milczącym Omim został zerwany, Kimiko częściej zwracała swój wzrok na swego pana, u którego zaczynała doszukiwać się kandydata na kogoś, kto przyjaciela mógłby zastąpić. I doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że za daleko galopują jej myśli, a za fantazje, które przyśniły jej się jednej nocy może odezwać się obroża. Im dłużej jednak spędzała dni życia w rezydencji Generała, tym bardziej przywykała do zbereźnych myśli, otwierała się na swoje uczucia i przestawała chcieć je z siebie wyrzucić. Powoli dochodziła do wniosku, że darzenie ciepłym uczuciem pana nie jest żadnym złamaniem zasad i ma pełne prawo cierpieć na nie w sekrecie. Było to bowiem coś sympatycznego względem wojownika, który pozwalał żyć. Pewien rodzaj zapłaty z wdzięczności, oraz potwierdzenie wierności. Poza tym nikt nie zajrzy nigdy do jej serca, ona sama nigdy nie zasmakuje prawdziwej miłości, o której pisały książki, więc czemu nie dać sobie tej radości i na łamach uczucia pielęgnować swego pana jeszcze czulej?
Istniały zalety i wady sytuacji, w której się znalazła. Zdecydowanie jeszcze chętniej i z jeszcze większą starannością wykonywała swe obowiązki, lecz kiedy dochodziło do usług o charakterze intymnym, jak mycie, Japonka zaczynała płonąć mocniejszymi, niekontrolowanymi rumieńcami, mimo że zawsze pilnowała się, aby nie patrzeć na skarb zarezerwowany wyłącznie dla pań o lepszym pochodzeniu. W dużym stopniu przyczyniły się do tego właśnie książki, które zaczęła czytać zaraz następnego dnia po otrzymaniu. Nie tylko pobudzały uczucia i wyobraźnie niewolnicy, ale poszerzały w znacznym stopniu wiedzę na temat związków partnerskich i rytuału zwanego seksem, który tak chętnie odprawiały jej koleżanki z pracy. W czytanych historiach seks był również na porządku dziennym, jak i rozwiązaniem na wszystkie problemy, kluczem do sukcesu i czymś niezwykle pożądanym, przed czym niewątpliwie kobieta nie powinna się ryglować. Chase Young dokonał doskonałej selekcji, która paczyła mózg jego niewolnicy.
Ale tak samo działał też on sam. Nie bez powodu kazał się myć – pragnął, aby przyzwyczaiła się do jego ciała jak najlepiej i nie obawiała się tego, co męskie, ciesząc przy tym oczy, że tak na nią wpływa – oraz nie bez powodu częściej zapraszał do jadania wspólnych posiłków. Nawet jeśli z krępacji jadła przy nim tyle, co wróbelek. Dni mijały i Chase coraz częściej zastanawiał się, czy aby nie postawić pierwszych, znaczących kroków i nie zrobić tego, czego nie powstydziłby się zrobić kobiecie zauroczy mężczyzna. Skraść pocałunek.
Przekonany, że nadszedł właśnie taki dzień, w południe pojawił się w pokoju z przejściem otwartym na ogrody. Tam zastał niewolnicę, która z braku zajęć siedziała na tarasowych schodkach z erotykiem na kolanach i w towarzystwie tygrysa, który swój łeb wtulał w jej biodro. Zadowolił go ten widok, jak i to światło, które pięknie opalizowało białą skórkę Japonki.
„To ten moment” – rzekł w myślach i z postanowieniem ruszył naprzód.
– Niewolnico.
Zaalarmowana Japonka spojrzała za siebie i na widok pana natychmiast wstała i się pokłoniła. Lecz kiedy to zrobiła, moc zamiaru u wojownika zmalała z obawy przed porażką. A co jeśli go odtrąci, bo jest nadal za wcześnie? Nie chciał jej wystraszyć. Obawiał się realnych szans na ucieczkę niewolnicy.
Nie! Już postanowił i nie stchórzy teraz. Choćby miało się urwać niebo, a ziemia rozstąpić, dziś jest ten dzień, w którym ją wreszcie pocałuje.
– Zbliż się do mnie.
Postąpiła zgodnie z jego wolą, uśmiechając się skromnie. Niczego się nie spodziewała, rzecz jasna.
– Mogę w czymś służyć? – zapytała uprzejmie, gubiąc przy okazji stronę w książce, którą schowała za siebie.
– Myślę, że nadszedł czas, abym zaczął być z tobą szczery.
Tymi słowami Young miał rozpocząć atak, otworzyć nowy akt, dać mały upust żądzy. Te słowa miał zwieńczyć pocałunkiem. Lekko rozchylił wargi, nie spuszczając oczu z warg nie poruszającej się Japonki. Pochylił się do przodu, wstrzymując oddech. Ona zrobiła to samo, choć nadal wszystko wyglądało neutralnie. Zastanawiała się tylko i wyłącznie nad tym, co kryje się za słowem „szczery”. Chłonęła jego postać i zapach, czekając i fantazjując. Lecz nagle Chase zatrzymał się. Dokładnie w ostatnie chwili i nie pocałował jej, bo przerwało im przyjście posłańca.
Przeklął go siarczyście, prostując się raptem. Buchnął w nim gniew i ogarnęło zdenerwowanie. Zdołał się przełamać i już prawie jej zasmakował, kiedy nagle los wyszedł mu naprzeciw.
– Sprawdź kto to. W razie gości powiedz, że jestem jak zwykle zajęty.
Za drzwiami czekał posłaniec ubrany w tak dostojne szaty, że Kimiko ogarnęło lekkie zażenowanie i ukłucie zazdrości. Niewolnik, choć tak samo oszpecony mosiężną obrożą, z której zwisał kawałek łańcucha, musiał wyróżniać się lepszych ubiorem, bowiem pochodził od Cesarza, a jego służba musiała się wyróżniać.
– Cesarz Hannibal Roy Fasolka wzywa Najwyższego Generała Chase’a Younga do siebie do sali tronowej na rozmowę przy uczcie. Generał Young ma godzinę.
Nie musiała przekazywać dalej tych słów, bowiem chcąc nie chcąc Chase wyjrzał zza korytarza i dosłyszał, że nie spędzi końca tego dnia w towarzystwie Japonki, jak planował. Cały plan został zrujnowany w kilka sekund i oczywiście stała za tym osoba Cesarza. Prędko wyzbył się jadowitego uczucia, uprzytomniwszy sobie, że gorzkie myślenie o swym władcy ujmuje jego duszy na lojalności, której przecież tak kurczowo starał się trzymać. Ale i tak nie mógł przestać żałować, że nie zdołał skraść tego jednego pocałunku, który prześladował go nocami i dniami.
Jedyne, co pozostało wojownikowi to udać się na przebranie w smutnej ciszy, w jakiej oddał się dodatkowo na rozmarzanie. Nie pozostało mu bowiem nic innego, jak snuć wyobrażenia odnośnie tego, co by się wydarzyło, gdyby posłaniec im nie przeszkodził. Zrobiłby to, na co miał taką nieopisaną ochotę. Mimo, że zapach skóry Japonki paraliżował, skusiłby się i pocałowałby ją z siłą pokusy, na jaką cierpiał, a potem spojrzał głęboko w oczy.
– Nie bój się – powiedziałby po tym, jak wyczułby jej drżenie. – Nie boisz się mojej szczerości, prawda?
Zaprzeczyłaby ruchem głowy, nie tamując jednak zaskoczenia, bowiem nie takiego aktu szczerości bynajmniej się spodziewała.
– To dobrze. Bo to właśnie chce z tobą robić.
Po czym znów by ją pocałował, tym razem dłużej i z jeszcze większą namiętnością. Obstawiał, że zabrałby jej pierwszy w życiu pocałunek, a ta myśl ekscytowała go ta mocno, że zadawała ból. Następnie zacząłby smyrać ją dłońmi po ciele; wpierw po ramionach, plecach, aż wyczułby, że pozwala dotknąć się po piersiach. Niedługo powstrzymywałby się, przed podwinięciem jej hanfu i włożeniem reki między jej uda, aby przez majteczki potrzeć jej najczulsze miejsce. I pewnie równie niedużo czasu minęłoby, aż wreszcie powaliłby ją na podłogę i tam uczynił własną, zbierając kolejny plon dziewictwa do kolekcji. Wziąłby ją z siłą człowieka, który długo zmuszony był pościć.
Lecz to był zbyt szczęśliwe marzenia, jakie nie tak łatwo od razu spełnić.

*

– Napijmy się, mój oddany wojowniku i wspólniku!
Cesarz Hannibal wzniósł kielich z wiśniowym winem, a Generał Young poszedł w jego ślady z ukrywaną dozą niechęci. Nie chciał pić i starał się upijać jak najmniejsze łyczki, jednakże nic nie mogło sprostać spustowi bez dna jego władcy, który w piciu i w obżeraniu był niekwestionowanym mistrzem; nieustannie napełniał ich kielichy po brzegi, a zapasy alkoholu zdawały się nie mieć końca.
Obaj siedzieli na wysokich poduszkach szytych złotą nicią, przy stoliku okalanym czarnym obrusem ciągnącym się po podłodze jak dywan. Krążyła wokół nich służba, niewolnice w tak skromnych strojach, że tylko strategiczne punkty pozostawały zakryte, zaś reszta budziła wrażenie jakoby zostały wydziobane przez ostre zębiska szczurów. Świeciły białymi ciałami i tylko ten blask zdradzał ich obecność, bowiem poruszały się cichutko niczym zjawy i nawet szelest łańcucha od obroży nie zagłuszał biesiady u Cesarza.
Do stołu podano najróżniejsze dania z wysoko kwalifikowanej kuchni, w zbyt dużej ilości, jak na dwa męskie żołądki. Cesarz pochłaniał dzielnie większość potraw w zastraszającym tempie, jednak jego towarzysz zdawał się nie mieć apetytu. Uszło to jednak uwadze wszystkich i Young starał się, aby tak pozostało. Od czasu do czasu wsłuchiwał się w melodię graną na bambusowych fletach i pipach przez urocze muzykantki. Pozwalały odpłynąć na krótko myślami do milszych spraw. Patrząc na kielich z winem, poświęcał się własnym planom.
Tak jak się tego spodziewał, nie został przywołany w żadnej pilnej sprawie; ot władca nie miał znów z kim pić. Poruszył jedynie nic nieistotne kwestie dotyczące pomysłu na nową wielką imprezę z okazji powitania lata. Cesarz wręcz ubóstwiał organizowanie hucznych zabaw z byle jakiego powodu i nie kłopotał się pytaniami o koszty.
– To jak? Co myślisz o moim pomyśle? Tysiąc seksownych tancerek, sto tysięcy potraw i cały tydzień zabaw! – zaapelował Hannibal, po czym podrapał się po opasłym brzuchu.
Hannibal był mężczyzną w średnim wieku, który utrzymywał taki sam wygląd przez tysiąc pięćset lat, tak jak Chase swój dwudziestoparolatka. Nieśmiertelność służyła im, choć niektórym bardziej, a innym mniej. Bywało bowiem tak, że uzyskanie nieśmiertelności nie tylko przypisywało stały wygląd, ale i uwydatniało w nim szczególne cechy. Chase jeszcze za swej normalności uchodził za przystojnego młodzieńca, który skradł serce niejednej dziewicy z wioski nieopodal klasztoru Xiaolin, z którego się urwał. W przypadku Hannibala, magia okazała się bardziej bezwzględna; kobiety miały go za wstrętnego i jego brzydota pogłębiła się na przestrzeni lat. Krzywa, opasła szczęka obwisła w gruby tłuszcz, który utworzył u niego podwójny podbródek. Sam brzuch tworzyły schody z fałd, zaś malutki nosek ginął na tle twarzy z przeżółkłymi oczami i zwisającymi dolnymi powiekami. Skóra wydawała się zbyt czerwona, a czaszkę porastały z rzadka cienkie włoski, które dodawały wieku. Hannibal bynajmniej nie myślał o sobie źle. Dzień w dzień oglądał się w lustrze i widział same superlatywy, tego samego wymagał od kobiet, z którymi szedł zaspokajać potrzebę.
Niemniej nieśmiertelność nie była czymś trudnym do pozyskania. Zdobywano ją na dwa sposoby: magią, jaką praktykowały heylińskie wiedźmy – tudzież Wuya – albo poprzez wypicie uzależniającego eliksiru ze smoków, lecz tylko jeden człowiek na całej planecie odważył się to zrobić, i był nim Chase. Dokonał czegoś niezwykłego, bowiem eliksir wiązał się z tym, że ten, kto go wypije, owszem stanie się na zawsze piękny, młody i niesamowicie silny, ale utraci duszę, stanie się zły, a jego ciało będzie przybierać momentami skórę potwora.
– Naprawdę nie uważam, aby był to dobry pomysł – wetował Chase. – Imperium ma już długi. Powinniśmy zacząć… zaciskać pasa.
– Chyba żartujesz? Ja mam zaciskać? Spójrz na mój bęben – zażartował. – Niczego nie będę zaciskał. Ale widzę po twojej minie, że bardzo nie pasuje ci ten pomysł. Niech ci będzie. Powiedz co trzeba zrobić, żeby impreza mogła się odbyć.
Chase podniósł zmęczony wzrok na Cesarza.
– To wymaga załatwienia wielu spraw. W budżecie jest wiele dziur, z których wypływają pieniądze. Moglibyśmy ograniczyć wpierw koszty związane importem. Zbyt dużo jedzenia przywozimy z dalekich ziem, a mamy tak wielkie zapasy, które się marnują. Do tego zmniejszyłbym ofensywę na zachodzie i wycofał wojska, które od lat stacjonują bez potrzeby tam, gdzie wroga nie ma. Wojsko jest drogie. Szczególnie najemnicy.
– E tam, nie gadaj głupot. Na wojsko zawsze dobrze jest wydawać pieniądze. Akurat tu nie chcę odcinać środków. Skoro pieniędzy brakuje, to może trzeba zwiększyć podatki.
– Podatki były zwiększane już zbyt wiele razy. To może doprowadzić do buntu…
– Bunt! Nieustannie gdzieś słyszę to słowo. Bunt, bunt, bunt! Rozkażę, aby to słowo zostało zakazane. Nie chcę słyszeć takiego pierdolenia. Nikt w Imperium o zdrowych zmysłach nie będzie się buntować, a jeśli tak, to wyrżnie się w pień każdego takiego zasrańca. Wieśniacy powinni być posłuszni i koniec. Źle mają? Pytam, czy źle mają? Mieszkają, jedzą, srają, ruchają. Niech się odpłacą za przywilej tego, że daję im żyć. Mają mi być posłuszni, powtarzam.
– I są. Ale mają też swoją cierpliwość. Jak wszyscy.
Hannibal machnął ręką.
– Każ ęwysłać wojowników do miasta po pieniądze… Hm… Które miasto polecasz?
– Wasza Wysokość, to naprawdę nie jest dobry pomysł. Mogę zaproponować inne rozwiązanie...
– Generale! Prosiłem cię, abyś podał mi miasto do złupienia!
Chase zamilkł, ukrócony tym przywołaniem do porządku.
– Proponuję Muraku.
– To w Japonii?
– Tak… Miasto nad portem, z którego ostatnio wieśniacy czerpią spore zysku z przychodów ze sprzedaży.
– Doskonale.
Zadowolony Hannibal osuszył swój kielich do końca, po czym machnął kilkukrotne ręką, przywołując do siebie pół nagą niewolnicę. Popatrzył na jej dziewicze pośladki i oblizał pulchne wargi.
– W sumie tak sobie myślę… Może by odbudować harem? Skoro wysyłamy wojowników do Muraku, może by tak zabrać też stamtąd parę najmłodszych i najładniejszych kobiet, jak robiliśmy to kiedyś? Wiesz...tak między nami… Wuya mnie nudzi.
– Wasza Wysokość nigdy nie posiadał konkubiny, która była białym karłem.
– Fakt, bo Japońce to rasa niewolników. Z tym mógłby być problem, słusznie, że zauważyłeś…
Chase nic nie mówił.
– Powinienem trzymać się Chinek – stwierdził Hannibal. – Tak, tak będzie najlepiej. Ostatecznie kobieta może zajść w ciąże, a wtedy zaczynają się kłopoty. Wolałbym nie mieć dziecka z brudaską.
– Wasza Wysokość jest bardzo błyskotliwy i ma niekwestionowaną racje.
– A tak swoją drogą… Moi lekarze zawiadomili mnie o najnowszych wynikach badań. Wychodzi na to, że to nie ze mną jest problem, ale z Wuyą. To Wuya nie może dać mi potomka, bo jest jałowa jak spustoszona po powodzi ziemia, nie zaś ja, dostojny Pan Władca, Cesarz Ziemi. Tak przypuszczałem zresztą od początku. Niektórzy może mylnie sądzili, że przesadzam z moim gniewem na lekarzy, oskarżając ich o słabe kompetencje przy wystawianiu diagnozy, która siłą rzeczy godziła w moją osobę pana. Bo w końcu jestem tu, w Chinach, Synem Smoka. Siedzę na Smoczym Tronie i rozporządzam złotym, Smoczym Nasieniem. Moje nasienie jest zawsze zdrowe, a zatem skoro nie pojawia się dziecko, to winna jest kobieta. Kobieta źródłem grzechów i problemów jest. Niekwestionowana prawda od zarania dziejów. Zmyślne to żmije, które nawet nic nie robiąc, rzucają urok na mężczyznę, po czym skłaniają go do niegodziwych decyzji...
– Wasza Wysokość myśli o potomku? – spytał z lekkim strachem Chase, wnioskując po długiej wypowiedzi Hannibala.
– Myślę, choć nie jestem pewien nadal, czy to do końca dobry pomysł. Bo na co mi w końcu potomek, jeśli jestem nieśmiertelny? Z drugiej strony nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro. Lepiej się zabezpieczyć i zrobić tak, aby twoją władzę i osiągnięcia odziedziczyła tylko twoja krew.
Ciężka gula gorzkości utkwiła Generałowi w gardle. Dotąd żałośnie wierzył, że Cesarz nie stara się o potomka choćby z tego względu, że uważa jego, wspólnika, z którym wszystko zbudował, za jedyną osobę mającą prawo cokolwiek co cesarskie przejmować. Zdaje się, że jego zasługi już dawno nie tyle zostało pomniejszone, co zwyczajnie zapomniane.
– A gdybym nawet żył długo i nigdy nie groziłaby mi śmierć, syn mógłby robić za dobre wsparcie przy rozporządzaniu populacją Imperium. W końcu ty nie możesz być od wszystkiego. Jesteś nie tylko Namiestnikiem, ale i Generałem. Syna mógłbym osiedlić za to na drugiej półkuli, by tam pilnował za mnie moich spraw. Gorzej, gdyby przyszła na świat córka. Z taką nie miałbym co zrobić. Pewnie musiałbym ją uśmiercić.
– Córki służą do tego, by wydawać je za mąż. W dawnych czasach kupczyło się nimi przy dobijaniu transakcji, budowaniu sojuszów…
– Zgadza się, ale z kim ja mam pertraktować, jeśli nikt tu nie jest choć trochę mnie równy? Co najwyżej mógłbym oddać ją jakiemuś gubernatorowi… albo generałowi. Może tobie. Powiedz, mój wierny wojowniku, który kroczy za mną od samego początku. Przyjąłbyś mój dar i poślubiłbyś moją córkę, gdybym taką miał?
Chase miał ochotę prosić o baty za to, że jakkolwiek się odezwał. Czuł, że sam siebie pogrążył i wkopał. Co gorsza skierowanie do niego pytanie wymuszało na nim tylko jedną, twierdzącą odpowiedź.
– To byłby dla mnie zaszczyt...
Miał szczerą ochotę wyrwać sobie po tym język. Cesarz Hannibal położył mu rękę na ramieniu, po czym zbił ich czoła.
– Wspaniale jest mieć kogoś takiego u swego boku. Doprawdy, szczęściarz ze mnie! Obyś mnie nigdy nie zawiódł, mój Generale.
Gdy go puścił, Chase z wolna odstąpił do tyłu, prostując się z trudem, jakby cały zesztywniał. Chwytało go skostnienie; spotkanie z Cesarzem oskubywało go z młodości i z sił.
– To ustalone! – zawołał Hannibal, wznosząc po raz wtóry kielich z winem. Umknął parę kropel, które zaplamiły przesiąknięty mdłym aromatem, toczącym całą komnatę, obrus. – Moje rządy będą wieczne. Każe zorganizować mi nowe, piękne konkubiny. Oby przyniosły mi długotrwałe szczęście. Mi, oraz tobie. A do tematu imprezy jeszcze wrócimy. Nie myśl sobie, że z niej zrezygnuje.
Nie był to ich ostatni toast, bowiem jeszcze długo Cesarz przetrzymywał u siebie więdnącego wojownika, który jedyne z lojalności próbował wysiedzieć do końca nużące go spotkanie, na którym na domiar złego kreślona była jego przyszłość. Doprawdy brzydziła go myśl, jak bardzo zmuszony jest się płaszczyć przed człowiekiem, którego w głębi siebie uważał za skończone zero. Z cichych pragnień z każdym razem powtarzał sobie: „nigdy więcej”, ale zmiana nie nadchodziła, za to on znów schylał kark przed majestatem Hannibala. Cierpiał – i to cierpienie musiał doszczętnie w sobie skrywać, aby nie urazić nigdy swego pana, któremu w sumie, po głębszej analizie, nic tak naprawdę nie był winien. Jadowita pokusa zaszczepiona przez Wuyę i poddanych powoli brała go w swe obroty i nieprzerwanie budowała chęć, aby zmienić swą sytuację. Aby zmienić rządy w Imperium, zaprowadzić sprawiedliwość, odkupić wszystkie haniebne, złożone ukłony i wreszcie zrobić coś dla siebie.

*

Chase Young wrócił zły i atmosferę, którą ze sobą przyniósł Kimiko wyczuła, aż ze swojego maleńkiego pokoiku. Szybko wyszła go powitać, ale on nawet nie zwrócił na nią uwagi. Chłód, jaki otrzymała, był boleśnie przeciwstawny do tego, co jeszcze parę godzin temu czuła od niego przed ogrodami. Cóż się takiego wydarzyło u Cesarza, że ukochany pan wracał z poszarganymi nerwami? Gdyby mógł, ciskałby piorunami na wszystko, co go otaczało. Milczeniem mówił jasno, że nie ma ochoty dzielić się przy spowiedzi problemem, który dręczył, i że marzy o chwili samotności.
W trosce o niego Kimiko postanowiła wcześniejszego zapytania zaparzyć mu rumiankowej herbaty. Wiedziała, że chce być sam, w tym celu udał się do ogrodów, ale samotność zawsze lepiej spożywa się przy czymś, co koi wzburzone tory umysłu. Przyniosła mu więc parującą filiżankę wraz z kruchymi ciasteczkami na tacy do altany pośród wiśni i peoni, w której Generał odpoczywał na długiej sofie. Zapachy roślin i pluskającego oczka wodnego z karpiami działały jak balsam, toteż leżał i wdychał, starając się myśleć o niczym. Lecz przy obecności Japonki, która znów stała się wyczuwalna, nie było łatwo nie myśleć o jednym…
– Pomyślałam, że coś przyniosę. – Kimiko zatrzymała się przed wejściem do altany i zaczekała na zaproszenie. Na tym etapie kończyła się jej samodzielność; potrzebowała pewności, że pan przyjmie od niej ten miły podarunek i nie przepędzi.
Chase podniósł się do siadu i spojrzał na Japonkę bezwiednie. Skinieniem głowy dał zgodę. Gdy zagłębiała się do środka, nie spuszczał wzroku z jej dłoni, o których lubił fantazjować nocami.
– Dbasz o mnie.
– Staram się, jak mogę – odparła z nieśmiałym półuśmiechem. Tego typu pochwały były dla niej cenne niczym złoto. – Jeśli mogę coś jeszcze zrobić, to ja chętnie służę.
„Mogłabyś zrobić bardzo wiele, moja droga” – pomyślał z rosnącą w nim chętką.
– A co możesz mi zaoferować?
Właśnie to pytanie Kimiko chciała usłyszeć. Wiadomo, przynosząc herbatę nie myślała bezinteresownie i nie chodziło tylko o troskę. Po tym, jak jej umysł wchłonął masę treści romantycznym z dozą pikanterii, nie odstępowała dziewczyny ochota na jakieś zbliżenie. Już inaczej podchodziła do kąpieli pana, czy wspólnego jadania posiłków. Naczytała się, że masaż jest czymś, co nie tylko mężczyźni ubóstwiają, ale i nieraz niezawodnym środkiem, który pozwalał to zbliżenie uzyskać w sposób bezpieczny. Bądź co bądź nie chciała wyjść na podstępną szelmutkę, która robi wszystko, aby uwieść mężczyznę, tudzież swego pana i mieć z tego jakieś korzyści. Obawiała się tego, że jej szczerze i dobre uczucie, jakim obdarzyła Generała, może zostać źle zrozumiane i przyjęte, dlatego też ważna była ostrożność w działaniu. Chętna więc była zaoferować coś, co oficjalnie miało pełnić funkcje czysto terapeutyczną, jaką równie dobrze może zaserwować lekarz, a nieoficjalnie otworzyć nową drogę do serca obiektu westchnień.
– Może masaż? – zaofiarowała z lekka trzęsącym się głosem.
Wówczas w oczach Younga błysnęło coś niebezpiecznego.
– Masaż? – powtórzył z niedowierzaniem. – Tak. Tak, to dobry pomysł. Doskonale. – Wciąż nie dowierzał, ale chłonął tą szczęśliwą chwilę jak zapach wykwintnego dania. Złożona mu propozycja była nie tylko jego małym sukcesem, ale i obietnicą. – Zrób użytek ze swych drobnych dłoni.
Padła zgoda, a wraz z nią cień strachu ułożył się na sercu niewolnicy. Nagle wizja tego, co chciała zrobić, stała się wyzwaniem i po trochu pożałowała swojej inicjatywy. Gdy leżała odłogiem, nie dokuczał jej żaden dyskomfort złożony ze stresu, zaś teraz musiała stawić czoła czemuś wcale nieprostemu do u. Zwłaszcza, że ten masaż musiał być dobrytaki, by pan był zadowolony, albo polegnie i nigdy o więcej jej nie poprosi.
Chase nie zmienił swej pozycji, aż niewolnica podeszła i zajęła miejsce obok. Trema, jaka ją ogarnęła, była aż nader widoczna i szkodziła jej profesjonalizmowi. Trzęsła się jak schwytane zwierzę, gdzie to on był dla niej klatką. Niewątpliwie miał to być jej pierwszy raz, co wojownika podnieciło tak jak przy wizji z pocałunkiem. W łasce podarował Japonce jeszcze chwilę, po czym ułożył się na brzuchu. Herbata i ciastka zeszły na daleki plan.
Najtrudniejszy okazał się pierwszy ruch, tak jak to było przy kąpieli. Czuła się podobnie, obniosła się nawet tymi samymi rumieńcami, jakby tkwiła w niemiłosiernym upale. Pan leżał spokojnie z przymkniętymi oczami, podczas gdy ona wykonywała delikatne, okrężne ruchy przy jego karku. Nie zdjął ubrania, by nie krępować mocniej niewolnicy. Pozostał w czarnych hanfu o dość cienkim materiale, aby cokolwiek czuć. Jego mięśnie bardzo dokładnie rysowały się pod dłoniami Kimiko. Widziała niejednokrotnie zresztą jego doskonale wyrzeźbione ciało, od którego ciekła jej po brodzie ślinka.
– Czy tak dobrze?
– Bardzo dobrze, nie przestawaj.
Przeszła na jego barki i część ramion. Pan trzymał ręce zgięte pod głową i poduszką, ani na moment nie otwierał oczu, ciesząc się tak słodką przyjemnością, która pozwalała w pełni się zrelaksować. Już dawno zapomniał o Hannibalu i tej obrzydliwej propozycji, jaką mu złożył. Nic i nikt im nie przeszkadzał. Byli tylko we dwoje, skupieni na sobie i masażu, który siłą rzeczy przyciągał ich dusze do siebie i jednocześnie budował ten bezpieczny dystans; przeistaczał ich w magnesy o przeciwstawnych biegunach, które łączył dotyk tak niewinny, a jednocześnie tak podniecający. Nim się obejrzała, Kimiko przestała się krępować. Otworzyła się na więcej, uciekając szponom strachu. Wierzyła, że jest w stanie w pełni ukontentować swego pana, oraz że nie ma rzeczy, którym nie mogłaby sprostać.
– Proszę mi mówić, gdzie mam pomasować – spytała, kiedy masaż nieco się rozkręcił i Kimiko była na linii łopatek mężczyzny.
– Jest wiele miejsc, które potrzebuje twojego leczniczego dotyku, jednak nie chce ci o nich mówić – odparł bardzo wymijająco, jednak nie umniejszył roziskrzonego zapału Japonki. Ona tego nie wiedziała, lecz on tak, że zbyt pierwszy skok do wody nie może być zbyt głęboki.
– Mój panie… Bardzo proszę mi je wskazać. Naprawdę pragnę dać z siebie wszystko i pana zadowolić.
„Niech to.”
Te słowa niepotrzebnie go pobudziły i zaczęły działać jak ciemności, przysłaniające zdrowy rozsądek. Zrazu w jego głowie pojawiły się myśli, czy aby jednak nie ulec pokusie i nie pozwolić jej na więcej. W końcu taka okazja nie szybko może się powtórzyć, a ochoczość niewolnicy, jak i odwaga, kusiły, żeby je wykorzystać i się nimi nacieszyć nim wygasną. W sumie mógłby spróbować zwiększyć tlący się u niej ogień, lecz nie mógł tak łatwo zapomnieć o ryzyku. Równie dobrze, może to wszystko „spierdolić”, jeśli źle to rozegra. A ciężko rozgrywać cokolwiek, kiedy emocje brały wodze nad człowiekiem. Nawet nad takim, jak on.
– Bardzo proszę – nalegała Kimiko. – Nie chcę błądzić.
Otworzył oczy, nie potrafiąc trzymać ich dłużej zamkniętych. Był zbyt pobudzony i bał się, że za chwilę nie zdoła tego ukryć. Czemu ta kobieta musiała tak na niego działać? Nie dość, że stwarzała problem w tym, by ją posiąść, to jeszcze wystawiała co rusza na próby jego samokontrole. Z jednej strony był zły, lecz z drugiej tylko mocniej ubóstwiał ją za jej moc. Dawno już nie czuł takiego napięcia, ani nie uczestniczył w takiej zabawie i wyzwaniu.
– Pomasuj mnie więc od przodu.
Kimiko znieruchomiała na dosłownie sekundę. Krótkie myśli szybko przemknęły po jej główce i spytały, czy nie robi się zbyt gorąco i intymnie w tej altanie? Zawahała się, co masowanie od przodu może dla niej oznaczać, ale skoro pan tego właśnie potrzebował, to nie mogła długo się nad tym zastanawiać. Stwierdziła, że znów wyłączy myślenie, które potrafiło tylko przeszkadzać w takich sytuacjach i zda się na nurt, z którym płynęły chwile. Niech się dzieje, co ma się dziać. Jedyne, nad czym mogła się jeszcze pogłowić, to nad tym, co ma tak naprawdę pomasować. Klatkę piersiową?
Chase przewrócił się na plecy i poprawił sobie poduszkę. Jedną rękę wziął za głowę, drugą położył luzem wzdłuż ciała. Przymknął oczy i zaczekał. Kimiko zaś przypomniały się jej książki; stwierdziła, że nie było w nich masażu od przodu, nie wiedziała zatem, jak się za to zabrać, by było dobrze. Tak się zainspirowała lekturami, ale tak naprawdę nie skończyła żadnej z tych książek, przerywając gdzieś w środku.. Gorąc i werwa jej jednak nie odstępowały, toteż poszła za instynktem i zaczęła głaskać panu jego tors. Nagle obecność ubrania na nim stała się bardziej irytująca. Byłoby lepiej, gdyby odsłonił swój umięśniony brzuch, by mogła popatrzeć, gdzie wędrują dokładnie jej dłonie. Działała po omacku i przez to na powrót się peszyła. Chase tego jednak nie dostrzegał, bo znów miał przymknięte oczy, by rozmarzać się przy dalszych scenariuszach, jakie układał w głowie.
– Niżej, moja droga.
„Moja droga!” – krzyknęły wszystkie rozdygotane myśli, a po ciele przeszła fala elektrycznych impulsów. „Jak uroczo się do mnie zwrócił…!” Tak ją porwało to słodkie określenie, że wnet na jej oczy spadły klapki i nie skupiała się dłużej na tym, gdzie schodzą jej dłonie.
– Jeszcze niżej.
Zeszła niżej i przekroczyła linię brzucha. Z wielkimi, czerwonymi rumieńcami, masowała go po lędźwiach, nie zdając sobie sprawy, że pan otworzył oczy i teraz bardzo uważnie się jej przypatrywał. Nieustannie krzyczała do siebie samej „moja droga, moja droga!”, jakby nagle ktoś wywrócił świat do góry nogami. Równie dobrze mogła właśnie awansować, albo coś wygrać w życiu. Zapomniała o wszystkim i zwariowała na rzecz tego tytułu. Przestała kontrolować ruchy rąk, aż nagle dotarła do miejsca tak bardzo dla niej zakazanego. I w swym niedopatrzeniu przejechała z dociskiem najbardziej ze wszystkich wyczuloną na dotyk część ciała swego pana.
Zamarła, kiedy z uderzeniem gromu dotarło do niej, co wyprawia. Zabrała zaciśniętą rękę natychmiast, choć i tak ze zbyt sporym opóźnieniem. Chase poderwał się do siadu. Lampiony na zewnątrz przygasły. Kimiko odwróciła spłoszony wzrok w drugą stronę, rozdziawiając usta. Serce rozbiło się w jej piersi jak do gonitwy. Pomysł ucieczki strzelił do głowy, bo spaliła się ze wstydu. Cały ogród się z niej zaśmiał.
– Przepraszam!
U Chase’a zabił alarm. Złapał ją za przedramię, kiedy wstała, ale nie zdołał ściągnąć jej z powrotem na leżankę. Kimiko szybkim, ewakuacyjnym krokiem opuściła altankę. A Chase widząc to zaczął w myślach przeklinać.
– Nie, zaczekaj!
Chcąc ratować sytuację, złapał ją na ścieżce wyprowadzającej z ogrodów. Jakieś koty, które leżakowały nieopodal altany nagle zwinęły się i uciekły z pola widzenia. Kimiko zatrzymała się, choć gdyby mogła, gdyby stać ją było na kolejną śmiałość, wyrwałaby rękawy z uścisków jego dłoni.
– Proszę o pozwolenie na spoczynek! – wybełkotała, przerażona do białości swoją wtopą.
– Nie zezwalam. Co ty? Uciekasz ode mnie?
Ucieczka, która jeszcze przed chwilą jawiła się deską ratunkową, albo schodami do raju teraz przybrała oblicze podstępu. Nie wolno jej uciekać przed panem, ignorować, gdy ją woła, ani tak tchórzyć, gdy obnosi się porażką w wykonywaniu jakiegoś zadania, lub zdarzyło jej się zrobić coś… nieodpowiedniego. Za to groziła kara – uderzenie prądu z obroży. Pokręciła głową, próbując prosić, aby nie odbierał źle jej zachowania. Mimo chęci załatania tragedii i sklejenia przyjemnej chwili, jaka ich łączyła, czuła, że jednak musi uciec do swojego pokoju i nie wychodzić z niego aż do rana (i żeby tylko). Wstyd związany z tym, co uczyniła, godził ją jak strzała z łuku.
„Głupia, głupia, głupia! Dotykałam go tam! I to nie było mycie! Głupia!”
Nie przestawała ciskać przeprosinami, unikając spojrzenia, mogącego zmusić do stawienia czoła konsekwencjom. Zrozpaczona ośmieliła mu się wyzwać, ale nie pobiegła od razu do pokoju. Cofnęła się o krok, patrząc wzrokiem gdzieś za osobę pana.
– Nie chcesz mi potowarzyszyć przy herbacie? – zapytał z innej beczki licząc, że szybka zmiana tematu pomoże udowodnić niewolnicy, że nic się nie stało i nadal mogą spędzić ze sobą wieczór.
Ale ona była już jak w afekcie i poza kręceniem głowy i przepraszam nie była w stanie zrobić nic więcej.
– Zatrzymaj się – rozkazał, lecz ogłuchła na jego rozkazy.
„Jak ja mogłam go tam pomacać… Wszystko zrujnowałam, nigdy nie będzie już tak samo!”
Załamywała się i miała szczerą ochotę popaść w płacz. Myślała o tym, by upaść na kolana i prosić o wybaczenie, jednak wstyd działał w drugą stronę. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię, schowała głowę w piasek, uciekła gdzie pieprz rośnie.
– Stój!
Ogarnięta panicznym amokiem również nie spostrzegła, że cały czas stawiała kroki do tyłu. A za nią było oczko wodne, do którego zbliżyła się zanadto od tej najmniej ogrodzonej kamieniami strony. Pisnęła głośno, tracąc równowagę. Chase nie zdołał jej złapać i po chwili plusk wody ochlapał go od pasa w dół, a Kimiko poszła na dno.  

4 komentarze:

  1. Po co tak panikować, gdy nic strasznego się nie stało?xddd
    Oj, Kimi. Książki vs rzeczywistość xd
    Liczę, że ich miły wieczorek jeszcze się nie zakończył xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak. Zupełnie nic strasznego. Xd
      Jeszcze się nie skończył, dont worry. Xd

      Usuń
  2. No dobrze, zaczęło się od Wuyi, myślałam, że się skończę, na szczęście trwało krótko i, o dziwo, gdybym nie miała do czynienia z Wuyą, powiedziałabym, że bardzo inteligentnie i przebiegle wyszła, ALE ponieważ to Wuya, powiem, że jest pipą, tym bardziej, że pod koniec zabrzbiała, jakby się chciała posłużyć Kimi jak kawałkiem mięsa do sprzedania dla Hanniego. To teraz Chase powinnien zrobić bunt. Niech nie piertoli, bo o wiele bardziej haniebne jest służenia takiemu lubieżnemu, chciwemu, przygłupiemu prostakowi. I wcale nie wywoła tym lawiny buntów, bo raz że poddani dają mu przyzwolenie niczym w republikńskim Rzymie, a dwa Chase umiałby zapanować nad buntem. Generale, tylko ty masz złote smocze ziarno, nie pozwól, by się marnowało, zwłaszcza na jakąś fasolkową córkę, fuu.
    A wracając do Chamiko... O rany xd wielka szkoda, że wizja Chase'a się nie ziściła i to przez Hanniego! (kolejny powód do listy, żeby go wykończyć) Nie rozumiem, czemu Chase nie potrafi się zdobyć na pierwszy krok. Przecież nie jest nieśmiały. Ja rozumiem, że pierwszy raz ma do czynienia z niebieskookim skarbem i chce tak delikatnie, ale przecież to tylko podarowanie wachlarzu xd Niech teraz korzysta, bo potem może być fatalnie. Kimiś jest taka słodka, no nie mogęęę <33 i to ona pierwsza pomacała Jego Generałowość <3
    Niech czar wieczoru trwa! Weny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej no kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń

PRAWA AUTORSKIE

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty stanowią wyłączną własność ich autorki - Layali. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.